wtorek, 18 listopada 2014
Wiadomość
No cóż. Jak widać blog umiera śmiercią naturalną. Od miesięcy nie udało mi się napisać nowego odcinka i nie wiem kiedy, a nawet czy w ogóle historię tę dokończę. Wszystkich tych, którzy czekali na nowy rozdział bardzo przepraszam. Może kiedyś dokończę tę historię, a może nie. Możliwe też, że napiszę ją od początku, jednak jeszcze zobaczę. Blog zostawiam, bo może kiedyś wrócę. Dziękuję wszystkim, którzy czytali o Pożeraczach. Do zobaczenia kiedyś tam :)
niedziela, 6 lipca 2014
Prace
Jakby ktoś był ciekawy to jestem w trakcie poprawiania rozdziałów, więc za około miesiąc przybędę pewnie z nowym :3
piątek, 16 maja 2014
Rozdział XI "Wspomnienia. Część 1'
Słońce świeci. Oświetla wszystkie ciemne miejsca. Ptaki
świergocą wesoło. Ludzie radują się życiem. Jedynie niewielka grupka opłakuje
śmierć przyjaciela. O tyle straszliwszą, bo niesprawiedliwą.
Joanna odwraca wzrok w stronę okna. I jedyne, co
dostrzega, to ruch blond czupryny, a następnie zasunięcie firan. Dłonie
zaciska w pięści. Ale łzy mimo to płyną.
— To niesprawiedliwe! On nic nie zrobił!
Jedynie bronił… Mnie.
Zamyka oczy, a potem otwiera z nadzieją, że ten
koszmar tylko się jej śni. Jęczy w ramach sprzeciwu, gdy świeżo wykopana dziura
wciąż istnieje.
Powolnym krokiem podchodzi i zagląda do środka.
Marszczy brwi zdziwiona, gdy dostrzega, że jest pusta. Odwraca się natychmiast,
by zadać pytanie Damianowi, który stoi obok niej, ale on też znika. Dziewczyna
rozgląda się zdezorientowana. Została sama. Nikogo nie ma. Zrywa się zimny
podmuch wiatru, a nastolatka czuje, jak ktoś palcem stuka w jej ramię.
Obraca się gwałtownie, ale nikogo nie dostrzega. Kiedy znów spogląda przed
siebie, z jej gardła wydobywa się przeraźliwy krzyk.
Przed nią stoi Paweł. A raczej to, co z niego
zostało. Rozkładające się ciało. Chłopak otwiera resztki ust, a ze środka
wyłażą robaki. Wyciąga oskarżycielsko palec w stronę Joanny.
— To twoja wina! — charczy
i robi krok w przód.
Aśka cofa się
odruchowo. Czuje, jak traci grunt pod nogami i wpada do ciemnego grobu.
Jej ciało natychmiast obłażą robaki.
***
Joanna usiadła gwałtownie na łóżku. Z jej gardła
wydobywał się krzyk, a po ciele spływał zimny pot. Dziewczyna czuła, jak
cała trzęsie się ze strachu. Serce wybijało szybki nierówny rytm. Rozkopana
pościel była jedynym świadkiem koszmaru.
Joanna schowała twarz w dłoniach. To tylko sen, powtarzała
sobie cały czas. A jednak nocna mara niewiele różniła się od przeszłości. Dziewczyna
wciąż słyszała słowa, które wykrzyczała jej w twarz Karolina podczas pogrzebu
Pawła.
— To wszystko twoja wina! Przez ciebie nie
żyje! Nie żyje, bo bronił twojego idealnego tyłka. Bo się w tobie zakochał! Od
początku miałaś go gdzieś! A powinien kochać mnie! Bo ja go kochałam od
lat! A teraz posłuchaj mnie uważnie! Dotrzymam słowa, które ci dałam!
Któregoś dnia poderżnę ci gardło!
Po czym odwróciła się na pięcie i odeszła,
zostawiając zdruzgotaną rywalkę.
Aśka przyłożyła głowę z powrotem do poduszki.
Zamknęła oczy i podkuliła nogi. W końcu zasnęła niespokojnym snem.
***
Świeci słońce. Lekki wiatr rozwiewa twoje przydługie blond
włosy. Trzymasz się kurczowo przedramienia ojca i rozglądasz z niepokojem.
Prawie wszystkie dzieciaki stoją już w grupkach przy dorosłych, którzy w
dłoniach mają tabliczki z numerami klas.
Ojciec po chwili ciągnie cię w stronę jednej z grup,
a potem popycha cię lekko do przodu.
— No idź — rzuca
oschle, gdy wciąż stoisz w miejscu i patrzysz na niego przerażony. W końcu
wzdycha i kuca obok ciebie. — Nie bój się. Będę na ciebie czekał. Za
godzinę wrócimy do domu — mówi już łagodniej i mierzwi twoje włosy.
Pokazuje na coś ręką. — Spójrz. Tutaj masz kolegę. — Twój wzrok podąża za jego.
Wtedy zauważasz chudego, wysokiego chłopca. Napotykasz
jego równie zaniepokojone spojrzenie. Uśmiecha się do ciebie. Odwzajemniasz to,
ukazując uzębienie z brakującymi jedynkami. Spoglądasz znów na tatę, tym
razem pytającym wzrokiem. On tylko puszcza oko i kiwa głową. Od razu
podchodzisz do nowego kolegi.
— Jestem Emil — przedstawiasz
się i podajesz mu ręką jak dorosły.
Chłopiec po chwili
łapie za twoją dłoń i ściska ją.
— Paweł — odpowiada,
a jego twarz rozjaśnia uśmiech.
— Będziesz siedział
ze mną w ławce? — pytasz radośnie.
Paweł kiwa głową i odwraca wzrok, gdy dyrektorka
rozpoczyna apel. Uśmiechasz się. Właśnie czujesz, że znalazłeś przyjaciela.
***
Odwracasz się w stronę przyjaciela. Paweł stoi plecami do
ściany.
Słyszysz, jak jego serce bije szybko. Nierówno. Czujesz
zapach strachu. Ludzkiego, śmiertelnego strachu. Strachu, który napędza w tobie
wszystko. Strachu, który sprawia, że jesteś tym, kim jesteś. Strachu, który
powoduje, że masz ochotę zabić. Jednak przełykasz ślinę. Nie dajesz się
ponieść. Przecież to twój przyjaciel. Nie mógłbyś zabić przyjaciela, prawda?
Puszczasz ciało, które trzymałeś, a ono przy upadku
wydaje głuchy odgłos, ale ignorujesz to. Tam już nic nie ma. Oczy to samo
białko. Żadnej źrenicy ani tęczówki. Puste ciało. Bez duszy, która teraz jest
twoja. Czujesz, jak wypełnia cię moc. Twoje tkanki regenerują się. Jesteś pełen
nowych cech charakteru. Wiesz, że teraz będziesz trochę inny. Wraz z duszą
przejąłeś moc, siłę i wdzięk. A świadomość, że kogoś zabiłeś,
przychodzi z czasem. I masz wyrzuty sumienia. Aż do następnego
pożywienia się. Kiedy znów czujesz się jak nowonarodzony, to wyrzuty sumienia
nie są już ważne.
Powoli podchodzisz do Pawła. Stajesz przed nim i patrzysz
mu w oczy. Pełne są strachu, obrzydzenia, szoku i czegoś jeszcze. Twój
przyjaciel uważa cię za potwora. Przed chwilą widział, czym się stałeś.
Widział, jak z zimną krwią podrzynasz gardło jakiejś dziewczynie i pozbawiasz
ją duszy.
Kładziesz dłoń na jego ramieniu, a on się wzdryga.
Niespokojnie porusza barkami, próbując zrzucić twoją rękę. Jednak na próżno.
— Zostaw mnie, ty
potworze. — W końcu syczy przez zaciśnięte zęby.
Z niewinną miną cofasz się i unosisz dłonie.
— Spokojnie, stary
— mówisz i uśmiechasz się. — Byłem trochę głodny. To nic — stwierdzasz
patrząc na ciało leżące nieopodal.
— Co?! — krzyczy
zszokowany Paweł. — Właśnie zabiłeś niewinną dziewczynę! I co ty
pleciesz?! Jaki głodny?! Jak jesteś, do cholery, głodny, to jesz hamburgera,
frytki, kotleta. Cokolwiek, ale nie zabijasz ludzi!
— Próbowałem się
zabić — mówisz nagle, gdy przyjaciel robi przerwę, by głęboko odetchnąć.
Widzisz, jak otwiera szeroko usta, gdy słyszy twoje słowa.
— Ale… jak…
dlaczego…? Co? — spogląda na ciebie zdumiony.
— Miałem dość
takiego życia. Miałem dość, rozumiesz? Nie chciałem być Emilem Losem. Drobnym
nastolatkiem z za długimi kończynami. Pryszczatym okularnikiem.
Szykanowanym przez wszystkich. Więc po prostu wszedłem do wanny z żyletką
w ręce. I zacząłem się ciąć. Nie żeby się zranić, ale by umrzeć. I prawie
mi się udało, ale wtedy pojawiła się Śmierć. Kazała się wyprowadzić. Pójść do
liceum do innego miasta. Powiedziała, że ma wobec mnie wielkie plany. Obiecała,
że wszyscy, którzy kiedykolwiek mną gardzili, zostaną ukarani. I tak się
stało. Popatrz na mnie! — krzyknął z furią, gdy przyjaciel odwrócił wzrok.
— Teraz jestem sobą. Jestem taki, jaki zawsze chciałem być. Z dumą
wymawiam moje imię. Wystarczy jedno spojrzenie i każda dziewczyna pada mi
do stóp. I uczestniczę teraz w wielkim planie Śmierci. jestem coś wart.
Nieśmiertelność trwa razem ze mną! Będę zawsze przystojny i młody. Żadna Jchoroba
mnie nie dosięgnie. Brakuje mi tylko jednego. Mojego przyjaciela. Dlatego
przyjechałem. Chcę, byś razem ze mną żył aż do skończenia świata, przyjacielu.
Tylko tego potrzebuję. Bo czym jest szczęście, jeśli brakuje twojego
najlepszego przyjaciela? Wyjedź ze mną, przyjacielu. Tylko o to proszę.
Warczysz ze złością, gdy Paweł zaczyna się śmiać.
— Zwariowałeś!
Jesteś chory! Masz omamy! Właśnie zabiłeś jakąś bezbronną dziewczynę! To
wszystko, to wszystko, o czym mówisz, to musi być twoja wyobraźnia! To nie
może być prawdą!
W mieszkaniach zaczęły zapalać się światła, a wyrwani
ze snu ludzie ze złością wyglądali przez okna w poszukiwaniu osoby, która
zakłócała ich spokojny sen.
Z gardła przyjaciela wydobywa się nieludzki krzyk, gdy
odsłaniasz swoją prawdziwą twarz.
— Cicho bądź! — syczysz,
zakrywając mu dłonią usta. — Czy teraz mi wierzysz? — Paweł szybko potakuje.
Próbuje ukryć
przerażenie, które ogarnia całe jego ciało, ale nie dajesz się oszukać.
— Będziesz jak ja?
Potrzebuję tego, przyjacielu. Nie chcę być sam przez wieczność. Czy zgodzisz
się dotrzymać mi towarzystwa przez resztę życia? — pytasz z błaganiem
i spoglądasz głęboko w szeroko otwarte ze strachu oczy przyjaciela.
Zamierasz na kilka sekund w oczekiwaniu. W końcu
Paweł kiwa głową. Odsłaniasz mu usta.
— Musisz powiedzieć
to na głos. Inaczej nie będziesz mógł spełnić tego, o co proszę.
— Ok. Zgadzam się,
ale pod jednym warunkiem. Nie będę musiał zabijać ludzi — odpowiada trzęsącym
się głosem.
Wzruszasz ramionami.
— Jasne — rzucasz
niedbale i skręcasz przyjacielowi kark.
Rozlega się trzask i w tym samym momencie pojawia się
Śmierć. Kłaniasz się jej i odsuwasz się od przyjaciela, by dopuścić ją do
niego. Wielka postać klęka i pochyla się nad ciałem. Wzdycha, a po
chwili znika w czarnym dymie.
Drgasz, gdy przyjaciel w końcu się budzi. Paweł mruga
zaskoczony, a po chwili skupia wzrok na twojej twarzy.
— Gdzie ja jestem,
do cholery? — szepcze.
Uśmiechasz się szelmowsko.
— W piekle,
przyjacielu. W piekle…
***
Emil usiadł gwałtownie na łóżku. Rozejrzał się
zdezorientowany po pokoju. Ledwie powstrzymał krzyk, gdy dojrzał siedzącą na
biurku postać.
Zapalił lampkę na stoliku nocnym, by lepiej widzieć.
Karolina uśmiechnęła się złośliwie, gdy dostrzegła w oczach Emila zadumę, która
po chwili zamieniła się w zrozumienie.
Nastolatka ze skoczyła z mebla i podeszła
do swojego wroga. Pochyliła się nad jego uchem i wyszeptała:
— Będę ci
przypominać. Każdej nocy będę zwracać ci wspomnienia o Pawle. Byś nigdy
nie zapomniał, co zrobiłeś. Czyje życie zabrałeś, potworze! — Jej szept
przeszedł niespodziewanie w krzyk, a Emil wrzasnął z bólu, gdy
nastolatka uderzyła go w brzuch. — Będziesz wiecznie cierpieć. Twoje życie
będzie wieczną agonią, przyjacielu — rzuciła zgryźliwe, po czym wybiegła.
Chłopak schował twarz w dłoniach. Pierwszy raz od lat znów
poczuł, że jest potworem. Że będzie nim zawsze.
***
Joanna siedziała w fotelu. Nerwowo ruszała nogą i przygryzała
wargę. Emil zwołał wszystkich Pożeraczy do salonu. Chciał coś omówić. Ale jak
zwykle nie zdradził co.
Dziewczyna rozejrzała się w poszukiwaniu Karoliny. W końcu
napotkała jej spojrzenie. Nastolatka, gdy poczuła na sobie wzrok rywalki
zacisnęła trzęsące się dłonie w pięści i wyciągnęła hardo podbródek, po
czym podniosła się i przesiadła się tak, by Joanna jej nie widziała. Aśka
westchnęła. Od pogrzebu minął dopiero jeden dzień.
Karolina, gdy uspokoiła się po tym, jak Joanna
zaprowadziła ją do Magdy, by ta dała jej środki przeciwbólowe, przestała się
odzywać do rywalki. Potem nakrzyczała na nią na pogrzebie, a następnie
zamilkła. Przestała całkiem rozmawiać z kimkolwiek. Joanna słyszała przez
drzwi, jak rywalka szlocha i krzyczy.
— To moja wina — pomyślała nastolatka po
raz kolejny. — Zabijam ludzi, by przeżyć,
a teraz jeszcze zabiłam Pawła. Zabiłam go… Tak jak Martę.
Aśka podskoczyła, gdy ktoś chwycił ją za dłoń. Podniosła
wzrok, a po jej ciele rozlała się złość. Wyrwała rękę i odwróciła
wzrok. Damian złapał ją za podbródek i zmusił do spojrzenia sobie w oczy. Dziewczyna
spróbowała się wyrwać, ale chłopak trzymał mocno. Widząc jej starania,
uśmiechnął się szelmowsko i przybliżył swoje usta do jej ucha. Joanna
zadrżała, gdy poczuła jego ciepły oddech na skórze.
— Kochanie, nie
masz już wyboru. Zostałem ci tylko ja. I musisz mnie kochać. Zostałaś mi
przeznaczona. Dlatego pozbyłem się Pawła. Byś mogła być moja. — Joanna wydała
krzyk wściekłości.
— A więc to
twoja wina?! — wrzasnęła. — To twoja wina, bydlaku?!
Pożeracze krzyknęli zaskoczeni i automatycznie się cofnęli.
Damian odskoczył. Dziewczyna wstała gwałtownie z fotela. Chłopak
uśmiechnął się z zadowoleniem.
Kiedy dotarło do niej, że takiej reakcji oczekiwał,
wściekła się jeszcze bardziej. Zbliżyła się do Damiana i uderzyła go
twarz. Zaskoczony chłopak zatoczył się do tyłu i upadł. Odruchowo ze rwał
się na równe nogi i doskoczył do nastolatki. Uniósł dłoń.
— No dalej! — rzuciła
hardo Joanna, gdy zawahał się. — Uderz mnie. Już raz to zrobiłeś. Możesz
i kolejny raz. No dalej! Zrób to! — Damian odsunął się i obrócił się
twarzą w stronę drzwi, gdy rozległo się chrząknięcie.
Dziewczyna odruchowo spojrzała w tamtą stronę.
— Co wy odwalacie?
— zapytał Emil rozbawionym tonem. Spojrzał na Aśkę. — Odbiło ci? Uspokój się.
No już, mała. — Dziewczyna oblała się rumieńcem i spuściła wzrok.
Emil uśmiechnął się zawadiacko. Joanna miała ochotę tak po
prostu podejść, udusić Emila i wyjść, ale wiedziała, że to niemożliwe.
Chłopak nosił przy sobie broń. Na okrągło, od egzekucji.
— No dalej, pieski.
Możecie zamknąć usta — zwrócił się do pozostałych Pożeraczy.
Wszyscy pokręcili głowami z irytacją. Nienawidzili,
gdy tak się do nich odnosił. Mieli ochotę się zbuntować, ale bali się Śmierci.
— A teraz odsłońcie
swoje prawdziwe oblicza.
Joanna zmarszczyła brwi i wykonała polecenie.
Emil podchodził po kolei do każdego i patrzył w jego
prawdziwą twarz. Na niektórych machał ręką i pozwalał iść do swoich
pokojów, a niektórym kazał zostać w salonie.
W końcu podszedł i do Joanny. Uśmiechał się
złośliwie. Nastolatka miała ochotę ze trzeć mu ten uśmiech za pomocą
pięści i jedynym, co ją powstrzymywało, była świadomość, że by ją zabił.
Natychmiast, bez żadnego zastanowienia. Jak zaprogramowana maszyna.
Chłopak zbliżył twarz do twarzy nastolatki. Dziewczyna
czuła jego ciepły oddech na swoich ustach. Emil przechylił głowę jak szczeniak
i przymknął oczy, by po chwili je otworzyć. Cmoknął Joannę i postąpił
krok do tyłu. Zwrócił się do wszystkich Pożeraczy:
— Do samochodu.
Czas się pożywić!
Koniec Części 1
Rozdział poprawiony przez Ces <3
wtorek, 25 czerwca 2013
Rozdział X "Drugie Oblicze"
W końcu po prawie dwumiesięcznej nieobecności mam dla Was nowy rozdział! Miłego czytania:)
Niebo usiane było gwiazdami. Joanna leżała na wilgotnej
trawie na podwórku za domem. Napawała się ciszą i obserwowała malutkie
punkciki na nocnym nieboskłonie. Jej pierś unosiła się w równym rytmie.
Rozmyślała o domu. Już pogodziła się z myślą, że nigdy tam nie wróci.
Gdyby mogła to prędzej czy później i tak rodzice zauważyliby, że coś jest
nie tak. I musiałaby się tłumaczyć. Znów musiałaby skłamać, a miała
już dość kłamstw. Dość oszukiwania tych, których kocha.
Dziewczyna odetchnęła głęboko. Ktoś położył się obok niej.
— Wiedziałaś, że
idę — stwierdził Damian.
— Zanim zrobiłeś
pierwszy krok. — Chłopak dotknął jej dłoni.
Zacisnęła ją w pięść.
— Uciekam.
— Co?
— Wyprzedzam twoje
pytanie. Uciekam.
— Przed Emilem?
— Przed wszystkimi.
— Przede mną też? —
W jego głosie czuć było rozbawienie.
Joanna otworzyła oczy i usiadła.
— Przed tobą
w szczególności. — Ujrzała, jak uśmiech na twarzy przyjaciela gaśnie.
— Dlaczego?
— Coś do mnie
dotarło. Nie widzieliśmy się sześć lat. Zmieniliśmy się. Każde z nas. Czy
to pod wpływem czasu, czy Śmierci, ale jesteśmy inni. Nie jesteś już tym samym
chłopakiem, co w podstawówce, a ja nie jestem tą samą dziewczyną. Nie
wiem sama, kim jestem, a dopiero kim ty jesteś. Moja reakcja, gdy znów cię
zobaczyłam, była przesadzona. — Damian złapał dziewczynę delikatnie za dłoń.
Wyrwała ją. Spojrzała głęboko w jego oczy.
— Nic do mnie nie
czujesz? — Smutek wystąpił na jego twarz.
— To nie to. Lubię
cię.
— Ale tylko lubisz…
Więc co to było? Ten pocałunek? Udawałaś? Co chciałaś osiągnąć? — Złość
przejęła kontrolę nad nerwami chłopaka. Joanna zdziwiła się.
— O co mu chodzi? On pierwszy mnie
odrzucił — pomyślała.
— W pierwszym
odruchu myślałam, że to to. Chciałam, żeby to było prawdziwe…
— …Ale nie jest.
— Nie jest.
Tęsknota. To mną kierowało, gdy cię całowałam. Teraz już to wiem. No bo jak
można kochać kogoś, kogo nie widziało się tyle lat?
— Ja cię kocham — odparł.
Joanna pokręciła głową.
— Nie wierzę ci. To
nie jest miłość. To pożądanie, chęć posiadania kogoś. Dobrze wiem, co mówię.
Myliłam to przez całe życie. Al teraz już widzę różnicę.
Chłopak pochylił się nad dziewczyną. Joanna odepchnęła go.
— Odejdź.
— Ale…
— Po prostu to
zrób. Odejdź. Zostaw mnie samą. Potrzebuję samotności. — Chłopak w odpowiedzi
objął ja ramionami i złożył na jej ustach pocałunek.
Odskoczył gwałtownie, gdy dziewczyna ugryzła go w wargę.
— Nie dotykaj mnie!
Już ci mówiłam. Gdybyś mnie kochał, posłuchałbyś za pierwszym razem. Jesteś
taki sam, jak Emil… — Rozległ się trzask.
Joanna spojrzała z niedowierzaniem na uniesioną dłoń
Damiana. Chłopak też na nią patrzył. Wydawało mu się, że nie należy do niego.
— Uderzyłeś mnie
w twarz…
— Asiu…
— Nie. Nic nie mów
— warknęła.
Podniosła się gwałtownie z ziemi i pobiegła do
domu.
***
Niebo, wcześniej czyste i ozdobione gwiazdami, zakryły
burzowe chmury. Żwir zachrzęścił pod stopami chłopaka, gdy wysiadł z samochodu.
Zatrzasnął drzwiczki i ruszył przed siebie. Po kilku minutach znalazł się
przed wejściem do opuszczonego domu. Farba płatami odpadała ze ścian. Okna
na parterze zostały wybite przez okolicznych chuliganów. Na dębowych drzwiach
okrytych pajęczyną widniał wizerunek czaszki.
Nastolatek postąpił krok na przód i popchnął je.
Otworzyły się. Wszedł do środka. Ruszył w stronę starych schodów. Stopnie
przeraźliwie skrzypiały z każdym kolejnym krokiem. Kiedy dotarł na piętro,
rozejrzał się. Jego oczy zdążyły się już przyzwyczaić do ciemności. Dostrzegł
trzy pary zamkniętych drzwi. Przez szparę jednych prześwitywało delikatne,
blade światło. Chłopak uśmiechnął się szelmowsko.
Już czas.
***
Joanna wbiegła do pokoju, zatrzaskując za sobą drzwi.
Usiadła na łóżku. Policzek palił ją od uderzenia. Damian zadał cios mocniej niż
Emil.
— Nie mogę w to uwierzyć. Uderzył mnie.
Po każdym bym się tego spodziewała. Nawet po Pawle. Każdym, ale nie po nim. Ten
Damian jest tak różny od tego, którego znałam. Ten nowy Damian jest obcy.
Dziewczyna zacisnęła dłonie w pięści, gdy jej ciało
ogarnęła wściekłość.
— Dupek! — krzyknęła.
— Pieprzony hipokryta! — Zerwała się z łóżka i zaczęła krążyć po
pokoju. — Kretyn! — Kopnęła mocno w szafkę nocną.
Wrzasnęła, gdy ból przeszył jej stopę. Odruchowo złapała
za nią i usiadła na łóżku, a łzy popłynęły po policzkach. W jej
głowie rozległ się śmiech.
— Zamknij się,
Marta — warknęła Joanna w powietrze.
Intruz roześmiał się głośniej.
— Wyjdź z mojej
głowy! — Nastolatka podskoczyła, gdy rozległo się pukanie do drzwi.
— Wszystko w porządku?
— rozległ się stłumiony głos Pawła.
Joanna pokuśtykała do drzwi i otworzyła je szarpnięciem.
Spojrzała w oczy chłopaka. Dostrzegła w nich nieme pytanie i troskę.
— Wszystko w
porządku. Czemu coś miałoby być nie tak? — W jej głosie pobrzmiewała
ironia.
Chłopak spoglądał na nią spod uniesionych brwi.
— Krzyczałaś… Hej!
Znów cię uderzył? — Opuszkami placów dotknął jej wciąż czerwonego i piekącego
policzka, a w jego głosie słychać było troskę przemieszaną z gniewem.
Joanna strąciła jego dłoń.
— Nie. Wszystko
jest w porządku. Naprawdę — odparła zirytowana i zatrzasnęła mu drzwi
przed nosem.
Usłyszała jeszcze jego protest, a potem kroki, gdy
się oddalał.
— Jesteś głupia — stwierdziła
Marta rozbawiona.
— I kto to
mówi? — odszczeknęła się Joanna.
— I ślepa.
Naiwna.
— Nie jestem ślepa!
— zaprotestowała gwałtownie.
— Pewnie — prychnęła
Marta.
— Stul pysk!
— Prawda boli, co?
— zarechotała. — Na szczęście dla ciebie ja nie jestem ślepa i naiwna.
Dostrzegam rzeczy, których ty nie jesteś w stanie.
— Co na przykład?
— Widzę, jak na
ciebie patrzy.
— Niby kto?
— Paweł. W jego
oczach widać miłość. — Joanna prychnęła, ale na jej policzki i tak wstąpił
szkarłatny rumieniec.
— To niemożliwe.
Nie może mnie kochać. Nie mnie. Nie zna mnie. Nie wie, co zrobiłam. I nigdy
się nie dowie. Zabiorę tę tajemnicę ze sobą do grobu. — Roześmiała się bez
cienia rozbawienia. — Zabawne, nie? Wygląda na to, że nigdy się tego sekretu
nie pozbędę.
— On cię kocha — powtórzyła
Marta dobitnie. — Widać to w jego oczach i gestach. Każdy o tym
wie. Emil to widzi. I Damian także. Jedynie ty jesteś tak głupia. Widać tę
miłość w sposobie, jaki się do ciebie zwraca. Jak wymawia twoje imię. Jak
się uśmiecha.
— Co? — wykrztusiła
Joanna.
— To, co słyszysz.
Paweł patrzy na ciebie z miłością, z troską. Z rozczuleniem.
— To nieważne. Ja
go nie kocham. Tylko lubię. I tylko trochę go lubię. Przecież pomógł mnie
porwać. Oszukał mnie. Nie robi się takich rzeczy osobie, którą się kocha.
Nikomu się tak nie robi. — Joanna podeszła powoli i położyła się na łóżku.
Przymknęła oczy i pozwoliła myślom swobodnie płynąć.
Nie kocha mnie. To niemożliwe.
Nie wiem, czym jest miłość. Nie wiem, co robić. Nie wiem, jak mam skorzystać
z tego, co dostałam.
Zmieniłam się. Nawet
nie zauważyłam kiedy! Zmieniam się za szybko. Zmiany powinny zachodzić powoli.
Stopniowo. Powinnam zmieniać się z miesiąca na miesiąc, a nie z dnia
na dzień. Przestaję być sobą. I to mnie przeraża! Bo nie wiem, co robić.
Z kim porozmawiać, by pomógł mi zrozumieć to, co wydarzyło się w moim
życiu?
Jak to możliwe? Jak
człowiek może aż tak nie rozumieć samego siebie? Swojego ciała, umysłu. Uczuć.
Słabości. Jestem słaba. Wiem o tym aż za dobrze. Mam silne ciało, ale
tylko ciało. W środku jestem słaba. Wciąż słaba, chociaż moje życie tak
się pokręciło.
Kiedyś bałam się
chłopaków. Bałam się tego, jak na mnie patrzą. Bałam się, gdy się do mnie
odzywali. Czerwieniłam się nawet, gdy prosili mnie o pożyczenie długopisu.
A teraz? Całuję ich. Rzucam się na prawie każdego. Zachowuję się jak
desperatka. Co się ze mną stało?
Kiedyś myślałam, że
będę całować kogoś tylko z miłości. Myślałam, że poczekam do ślubu z pierwszym
razem. A teraz? Moje ciało decyduje za mnie. Nie mogę przestać. Nie jestem
w stanie przyjąć myśli, że mogłabym nie całować żadnego chłopaka.
Uzależniłam się od czyjejś uwagi. Nie mogę znieść myśli, że znów przestaną się
mną interesować.
Nie modliłam się od
prawie trzech lat. Odkąd skończyłam gimnazjum nie wypowiedziałam ani razu słów
modlitwy. A teraz pytam Ciebie, Boże. Dlaczego? Dlaczego nie jestem
w stanie zrozumieć tego, co czuję? Nikt mi nie chce wytłumaczyć. Pomóż mi.
Po prostu pomóż mi zrozumieć. I zapomnieć. Zapomnieć, kim byłam wcześniej.
Bo ja już nie chcę taka być. Błagam, pomóż mi.
Boję się. Boję się
o siebie. Boję się siebie. Obawiam się zatracenia w tym wszystkim, że już nie
będę więcej sobą.
Joanna, nie otwierając oczu, przekręciła się na bok.
Objęła się ramionami i podkuliła nogi. Przez chwilę wydawało się jej, że
słyszy głos. Nim jednak zdążyła się nad tym zastanowić, zasnęła z modlitwą
na ustach.
***
Chłopak wszedł do pomieszczenia. Dostrzegł na środku
pokoju postać odzianą, w czarny długi płaszcz. Kaptur miała zarzucony na
głowę. Zgarbione ramiona ją pomniejszały, ale i tak była ogromna. Stała
przodem do okna. Unosiła się nad nią lampa, która świeciła bladym niebieskim
światłem.
Śmierć odwróciła się w stronę przybysza, kiedy drzwi
się zatrzasnęły. Wykrzywiła pozostałości ust, gdy go dostrzegła. On uśmiechnął
się niebezpiecznie.
— Uczyniłeś to,
o co prosiłam? — zapytała.
Chłopak kiwnął głową.
— Wszystko?
— Tak, Pani — odpowiedział
młodzieniec głosem Damiana.
— Opowiadaj — powiedziała
Śmierć naglącym tonem.
Damian od niechcenia oparł się o ścianę.
— Z Emilem,
tak jak się spodziewałem, poszło gładko. Bardzo łatwo było go przekonać, że
Joanna go pragnie. — Zaśmiał się rozbawiony. — Tak łatwo go przechytrzyć. Wystarczy
mówić mu to, co chce usłyszeć. To samo jest właśnie z Aśką. I z większością
ludzi. Wierzą w to, w co chcą wierzyć. Trochę było problemów w związku
z Pawłem. Emil nie chciał słuchać. Cały czas kręcił głową i powtarzał,
że to jego przyjaciel i nie może tego zrobić. Sentymentalny głupek!
W końcu musiałem użyć ostateczności. Wszedłem do jego głowy i zmieniłem
mu wspomnienia. Teraz kretyn myśli, że Paweł wtedy w lesie zaatakował go
bez powodu. Nie pamięta, że Paweł prawie umarł przez niego. Nie pamięta tego,
że jego przyjaciel pożywił się wczoraj dziesięcioma osobami. Debil myśli, że
Paweł nie jadł od miesiąca. Teraz wszystko już jest załatwione. Zrobi to, co mu
rozkazałem. Emil udaje takiego twardego i nieustraszonego. Tak naprawdę
czuje strach. Boi się, że znów powróci do poprzedniego życia jako człowiek.
Zrobi wszystko, by do tego nie dopuścić. I właśnie dlatego nie rozumiem… —
Spojrzał Śmierci w twarz. — …Czemu wybrałaś go na lidera? To największy
kretyn, jakiego znam. On nie ma żadnego instynktu samozachowawczego.
— O to chodzi.
Jest głupim, zwykłym pionkiem. Potrzebowałam kogoś, kto nie będzie o nic
wypytywał. Kogoś, kto wypełni moje polecenia bez dyskusji. Nieważne czy z lojalności,
czy ze strachu. Nie musi mnie szanować. Wystarczy, że będzie się bał. — Śmierć
zaczęła się obracać w stronę okna. — Jeśli to wszystko, możesz odejść — rzekła
i machnęła ręką.
Chłopak nie ruszył się.
— Coś jeszcze? — zapytała
Śmierć, a w jej głosie rozbrzmiała irytacja.
— Dalej nie
rozumiem, co masz z tego, o Pani? — Podszedł bliżej Śmierci. — Pozwalasz
nam, grupce nastolatków, na bezkarne zabijanie ludzi i wysysanie im dusz.
Zastanawia mnie, więc po co nas stworzyłaś? No bo przecież nie było ci nas żal!
Gdyby tak było, to pozwoliłabyś nam wszystkim umrzeć, a nie dawałabyś nam
nowego życia. Oboje dobrze wiemy, że w ten sposób tylko przedłużasz naszą
agonię. — Śmierć zwróciła się w jego stronę.
— Nie zawsze taka
byłam! — krzyknęła nagle i postąpiła krok w stronę chłopaka, który
cofnął się z przestrachem. — Byłam piękna i młoda tak jak wy,
przeklęci Pożeracze! Zrodziłam się w dniu, kiedy wasza Matka Ewa posiliła
się jabłkiem z drzewa Poznania Dobra i Zła! Powstałam, gdy ona wraz
z waszym ojcem Adamem opuściła Raj i zstąpiła Ziemię. Zostałam
stworzona jako piękna kobieta, by w dniu swojego końca ludzie bez strachu
opuszczali wasz świat, Pożeraczu. Narodziłam się za sprawą Boga i została
zesłana w Czeluści Piekieł, by istnieć tam wraz z Lucyferem,
Największym z Aniołów. — Spojrzała Damianowi w twarz.
Chłopak nie spuścił wzroku.
— Zostałam jego
kochanką. Wbrew temu, co wy, głupi ludzie, sądzicie, diabeł nie jest istotą
z rogami i długim czerwonym ogonem. Uśmiech nadaje jego twarzy lekko
drapieżnego wyglądu. Ma tak ciemne tęczówki, że nie odróżniają się od źrenic.
Śniady mężczyzna z niebezpiecznym uśmieszkiem na ustach. Żyliśmy ze sobą
przez dwa tysiące lat. — Śmierć zniżyła krzyk do szeptu, jakby ze wstydem.
— Potem zdradziłam go. Zdradziłam Najpotężniejszego Upadłego Anioła z Pożeraczem.
Istotą, stworzoną przeze mnie, by zbierała dusze, które po śmierci miały trafić
do nieba. Na początku do tego służyliście, Przeklęci. Lucyfer zemścił się na
mnie. Pozbawił mnie młodości i urody. Odtąd ludzkie istoty ze strachem
odchodzą z tego świata.
— Więc do tego
jesteśmy ci potrzebni? Odzyskania młodości i urody? — zapytał chłopak,
otwierając oczy szeroko ze zdumienia. — Myślałem, że chodzi o coś
większego. — Śmierć warknęła.
— Głupcze! Nie
jestem ludzką płytką istotą! Dzięki wam nie odzyskam tylko wyglądu! Zdobędę
dość siły, by zemścić się na Panu Piekieł! Strącę go z tronu i zajmę
jego miejsce! Poniżę Lucyfera, pozbawiając go tego, czego on pozbawił mnie!
Zemszczę się też na Panu Niebios! Zemszczę się na Bogu, który mnie stworzył,
a gdy stwierdził, że jestem niebezpieczna, bo kuszę anioły, zesłał mnie do
Piekła! Zniszczę Ziemię. Świat, który z taką czcią i nabożeństwem
tworzył. Zniszczę jego dzieci! Ludzi, których kocha bardziej niż anioły! Więc
pozbawię Go tego! Razem z archaniołami połączonymi w jedno, by
stworzyć najdoskonalsze istoty!
— Ale jak my mamy
ci pomóc? Co mamy robić? — zapytał Damian z zainteresowaniem, zbliżając
się do Śmierci.
W jego oczach błysnęła iskra szaleństwa.
— Wystarczy to, co
już czynicie. Pożywiajcie się ludzkimi duszami. Zbierajcie je w sobie.
A niedługo ja przybędę i poderżnę Wam gardła. I wtedy te dusze,
które w sobie zgromadzicie, wystąpią z waszych ciał, a ja je
wszystkie przejmę w moje rozpadające się ciało. Kiedy będziecie puści,
staniecie się zombie. A zombie, które zabiliście, powstaną z ziemi.
I pozbędą się wszystkich ludzkich istot. Wtedy połączę się z aniołami.
I stworzę zupełnie nowy świat.
Niepokój chwycił Damiana za serce, ale szybko go zwalczył.
Mimo wszystko za późno. Śmierć już go wyczuła. Zaśmiała się. Jej śmiech brzmiał
jak odgłos tłuczonego szkła. Krew zamarzła w żyłach chłopaka.
— Myślałeś,
głupcze, że pozwolę wam żyć wiecznie? Dlatego akceptuje to wszystko. Niewiele
życia wam pozostało. Większość z was chciała umrzeć, gdy ofiarowywałam wam
nowy byt. Już niedługo spełnię wasze życzenie.
— To okrutne — stwierdził
Damian beznamiętnie. — Dałaś im wszystkim nadzieję, że życie jednak ma sens.
— Bóg też daje
nadzieję. A potem odbiera ją. Pozwala wierzyć ciężko chorym, że uda im się
pokonać chorobę. Następnie oddaje ich mi. Bóg nie jest wcale lepszy od
Lucyfera. Kiedy zesłał mnie do piekła, zrozumiałam, że On wcale nie jest
miłością. Nigdy więcej nie przekroczyłam progu niebios. — Damian podszedł do
Śmierci i ukląkł przed nią.
— Ja, twój sługa,
zrobię wszystko, by twój plan się powiódł, o pani — powiedział, bez
strachu patrząc w jej puste oczodoły.
Nie powiedziała tego, ale on dobrze wiedział, że nie
zabije go, jeśli on pomoże jej wykonać plan.
— Nie wątpię. Nie
masz wyjścia. W przeciwnym razie zginiesz razem z innymi Pożeraczami
— odparła Kostucha i ze śmiechem zniknęła.
Chłopak wstał z kolan.
— To mój czas. Zrobię wszystko, by zdobyć
władzę — pomyślał, po czym wziął rozbieg i wyskoczył przez otwarte
okno. Kiedy wylądował na stopach, rzucił się biegiem w stronę samochodu.
***
Gwar nasilił się. Joanna otworzyła oczy i zamrugała
kilka razy. Z zainteresowaniem zczołgała się z łóżka. Podeszła
i wyjrzała przez okno. Na środku podwórka, tworząc koło, stali Pożeracze.
Dziewczyna otworzyła usta zaskoczona. Było ich więcej niż
czterdziestu. Aśka obróciła się na pięcie i, nie zawracając sobie głowy tym, że
dopiero wstała z łóżka, wybiegła z pokoju. Przeskakując co dwa
stopnie, zbiegła ze schodów.
Kiedy wypadła na dwór, rozejrzała się spanikowana. W końcu
go znalazła. Rzuciła się w jego stronę.
— Co się dzieje? — zapytała,
przeciskając się przez tłum i podchodząc do Damiana.
— Egzekucja. — Nastolatka
zmarszczyła brwi i spojrzała pytającym wzrokiem na chłopaka.
— Egzekucja? — zapytała,
nic nie rozumiejąc. — Czyja?
— Sama zobacz — odparł
Damian.
W jego głosie pobrzmiewało zirytowanie. Joanna powędrowała
za wzrokiem tłumu.
Na środku podwórka stał Emil. W prawej ręce trzymał
pistolet. Przed nim ktoś klęczał. Asia przepchnęła się na początek zebranych,
by lepiej widzieć. Jęknęła, gdy dostrzegła, kto to klęczał przed blondynem.
Ręce Pawła zostały związane za plecami, ale głowę miał
uniesioną dumnie. Patrzył oprawcy prosto w oczy. Po jego twarzy i nagim
torsie spływała strużka krwi z rozciętej brwi i złamanego nosa.
Dziewczyna chciała ruszyć w jego stronę, ale poczuła,
jak palce prawej dłoni Damiana zaciskają się na jej ramieniu. Spojrzała na
niego zirytowana. Chłopak patrzył przed siebie, nie zwracając uwagi na próby
wyrwania się dziewczyny.
Joanna zamarła, gdy Emil odwrócił się i rozejrzał po
twarzach zgromadzonych. Po chwili przemówił:
— W dzisiejszym
dniu zostanie wykonana egzekucja na Pawle Knycu! — zakrzyknął, po czym obrócił
się z powrotem w stronę przyjaciela.
Patrzył na niego, ale kolejne słowa, które wypowiedział,
skierowane były też do tłumu.
— Zostałeś skazany
na karę śmierci za złamanie dwóch podstawowych reguł! Po pierwsze zaatakowałeś
lidera wybranego przez samą Śmierć bez powodu… — Joanna otworzyła usta, by
zaprotestować, kiedy odezwał się Damian:
— Zamknij się — warknął.
Urażona dziewczyna spojrzała na niego ze złością. Co
on sobie wyobraża?!, pomyślała. Otworzyła usta, by rzucić jakąś ripostę, ale
kolejne słowa Emila sprawiły, że krew zamarzła jej w żyłach.
— …Po drugie
i najważniejsze nie żywiłeś się przez ponad miesiąc! — Przez tłum
przeszedł pomruk zaskoczenia.
Wcześniejsze niespokojne szepty nasiliły się.
— Nie! Przecież
jadł wczoraj! On… — wrzasnęła Joanna, ale jej dalsze słowa zostały stłumione,
gdy Damian zatkał jej usta dłonią.
Emil nawet nie spojrzał w tamtą stronę, ale Paweł
tak, odrywając tym samym wzrok od przyjaciela. W jego oczach błysnął ból.
Miał nadzieję, że Joanna nie będzie musiała tego oglądać, ale się przeliczył.
Zerknął na oprawcę, gdy Emil przystawił broń do jego skroni.
— Nie! — Joanna
rzuciła się w tamtą stronę.
Damian złapał ją za ramiona. Pistolet wystrzelił.
— Nie, nie, nie,
nie, nie! — Spróbowała wyrwać się chłopakowi, ale trzymał ją mocno.
— Zostaw! — rzucił
ostro Damian. — Złamał zasady, jakie ustaliła Śmierć. Musiał zginąć. — Joanna
schowała twarz w dłonie i ze szlochem opadła na kolana.
Tym razem Damian pozwolił jej na to.
— Co tu się sta… — Karolina,
która dopiero teraz dołączyła do zbiegowiska, urwała w pół słowa.
Wydała z siebie nieludzki krzyk, gdy zobaczyła
zakrwawione ciało Pawła leżące u stóp Emila. Zanim ktokolwiek zdążył
zareagować, z okrzykiem wściekłości rzuciła się w stronę oprawcy jej
przyjaciela, gdy dostrzegła, że ten uśmiecha się.
Chłopak wycelował i nacisnął spust. Okrzyk nienawiści
przeszedł w jęk bólu, gdy kula przeszła na wylot przez jej ramię. Chwyciła
za nie dłonią i opadła na kolana. Emil powolnym krokiem podszedł do
dziewczyny, która patrzyła na niego z nienawiścią.
— Następnym razem
wyceluję w serce — warknął.
Obrócił się w stronę tłumu.
— Docierają do mnie
różne opinie na mój temat. Dobrze wiem, co o mnie sądzicie. Nie jestem
ślepy. — Damian prychnął rozbawiony. — Większość z was sądzi, że nie
powinienem być liderem. Jednakże to MNIE wybrała Śmierć! To… — Wskazał dłonią
najpierw ciało Pawła, a potem na Karolinę. — …ostrzeżenie! Dla wszystkich!
Oni oboje chcieli mnie zaatakować. Jednemu z nich się udało. I co mu
to przyniosło? Leży tutaj. Pod moimi stopami. — Emil prawą nogą dotknął głowy
martwego przyjaciela i obrócił ją bokiem. — I na co ci to było,
przyjacielu? — zapytał retorycznie.
Znów rozejrzał się po twarzach zgromadzonych. Wyczytał
z nich różne uczucia. Od nienawiści, po strach, aż do szacunku i zafascynowania.
— Nie będę tego
więcej powtarzać, więc słuchajcie. Od dzisiaj każdy, kto chociaż spróbuje mnie zaatakować,
zginie, ale najpierw pozna mój gniew! — Odwrócił się i ruszył przez tłum,
który rozstępował się, robiąc mu przejście. — Zakopcie go — rzucił jeszcze od
niechcenia przez ramię i skierował swoje kroki w stronę domu.
Wszyscy patrzyli za nim, aż zniknął im z pola
widzenia. Nikt z nich się nie odezwał, gdy z tłumu wystąpiła
dziewczyna, i podeszła do ciała Pawła. Delikatnym ruchem zamknęła mu
powieki.
Karolina wstała z kolan i, wciąż trzymając się za
ramię, zbliżyła się do przyjaciela, po czym opadła obok niego. Z jej
piersi wydobył się nieludzki krzyk. Joanna też się podniosła i ruszyła
w tamtą stronę. Damian znów spróbował ją zatrzymać, ale tym razem była
szybsza. Przemknęła mu pod ramieniem i podeszła do Karoliny. Pochyliła się
nad jej uchem i, nie powstrzymując łez, szepnęła:
— Nie przywrócisz
mu życia. Chodź. Musimy iść do Magdy, żeby opatrzyła twoją ranę.
— Ale co z… — czknęła
Karolina, gdy szloch przejął kontrolę nad jej ciałem.
— Ktoś zabierze
jego ciało do gabinetu. Zajmą się nim — odszepnęła Joanna i objęła ją.
Pomogła roztrzęsionej dziewczynie wstać i chociaż jej
serce przed chwilą pękło na pół, ruszyła z nią w stronę domu, gdzie
śmierć czyha na każdym kroku.
środa, 8 maja 2013
Rozdział IX "Pobicie"
Była niedziela, dziewiąta rano. Joanna zeszła na dół
i weszła do kuchni. Pomieszczenie wypełnione było Pożeraczami. Z każdą
kolejną sekundą harmider narastał. Ludzie siedzieli dosłownie wszędzie. Na
krzesłach, taboretach, blatach, podłodze, a nawet na zmywarce.
Przekomarzali się, śmiali i rozmawiali.
Kiedy nastolatka weszła do środka, została powitana przez
gromkie „cześć”. Uśmiechnęła się mimowolnie.
— Asia… — Obróciła
się gwałtownie na dźwięk znajomego głosu.
Zmierzyła postać wzrokiem od stóp do głów. Bez słowa
ruszyła w stronę zastawionego stołu. Damian złapał ją za ramię. Spojrzała
na niego z naganą.
— Nie dotykaj mnie
— wysyczała i spróbowała wyszarpnąć rękę.
Na próżno jednak. Chłopak trzymał ją naprawdę mocno.
— Będziesz mnie
teraz ignorować? — zapytał, nie zwracając najmniejszej uwagi na próby
dziewczyny. — Myślałem, że rozumiesz, dlaczego ci wczoraj odmówiłem. — Jego
głos przepełniony był błaganiem.
— Rozumem.
Oczywiście, że tak — warknęła. — A. Teraz. Mnie. Puść — wycedziła przez zaciśnięte
zęby.
Pisnęła cicho, gdy chłopak przyciągnął ją do siebie. Teraz
ich twarze dzieliły centymetry. Joanna patrzyła mu prosto w oczy. Jej
własne pełne były zirytowania i nagany.
Wtem ktoś złapał ją za drugie ramię. Oboje automatycznie
spojrzeli kto to.
— Mówiła, żebyś ją
zostawił — warknął Emil i pociągnął dziewczynę w swoją stronę.
O mało nie straciła równowagi, ale blondyn mocno ją
trzymał. Joanna poczuła się jak kawałek mięsa, o który kłócą się dwa
wilki. Każdy chłopak ciągnął ją w swoją stronę. Spojrzała na ich twarze.
Malowała się na nich wściekłość i gotowość do walki.
— Puśćcie mnie.
Obaj. Natychmiast — powiedziała zirytowana.
Jednak żaden z nich nie chciał. Ich jedyną reakcją
było zwiększenie nacisku na jej ciało. Joanna czuła, że wszyscy na nią patrzą.
Oblała się rumieńcem. Na jej skórze zaczęły już tworzyć się siniaki. Złość ją
zalała.
— Puśćcie mnie! — krzyknęła.
Wyrwała się. Postąpiła kilka kroków do tyłu. Chłopcy
spojrzeli na nią zdumieni.
— Nie. Dotykajcie.
Mnie. Żaden. — Emil otworzył usta, by coś powiedzieć, i postąpił krok
naprzód.
Nastolatka instynktownie cofnęła się.
— Nie wolno wam
mnie dotykać, rozumiecie?! Mam już tego dość!
W kuchni zapadła krępująca cisza. Joanna obróciła się
na pięcie, by odejść, i wpadła na Pawła. Chłopak automatycznie ją objął.
Nastolatka wrzasnęła z irytacji. Zaskoczony brunet puścił ją.
— Zostawcie mnie do
cholery! — Wyminęła zdezorientowanego Pawła i wybiegła z pomieszczenia.
Trzasnęły wejściowe drzwi.
***
Joanna biegła ile sił w nogach. Wpadła do lasu.
Gałęzie boleśnie raniły ciało okryte jedynie bluzką na ramiączkach i krótkimi
spodenkami. Kretyni. Debile. Porywacze, pomyślała. Ja chcę do domu. Chcę do
mamy! Łzy stanęły jej w oczach.
Zatrzymała się. Spojrzała w górę. Korony drzew były
tak gęste, że promiennie słoneczne nie mogły się przedostać. Panowała upiorna
cisza przerywana tylko od czasu do czasu szumem liści. Nawet ptaki nie
śpiewały.
Nastolatka potarła dłońmi obolałe ramiona. Wściekłość na
chłopaków powoli opuszczała ciało.
Drgnęła, gdy usłyszała za sobą szmer. Obejrzała się
i zmarszczyła brwi, gdy niczego nie dostrzegła. Sekundę później trzasnęła
gałązka. Przestraszona nastolatka ruszyła do przodu, by wydostać się z niepokojącej
sytuacji.
Krzyknęła przerażona, gdy coś wpadło na nią z impetem
i przygwoździło do ziemi. W powietrzu rozległ się śmiech Emila.
Joanna zepchnęła z siebie chłopaka i wstała. Spojrzała na niego
z niedowierzaniem.
— Odbiło ci?! Mało
narozrabiałeś?!
Chłopak zaśmiał się tylko i ruszył w jej stronę.
Dziewczyna rozchyliła odruchowo wargi , gdy chłopak pocałował ją.
Ten jedyny raz pozwoliła na to. Odwzajemniła pocałunek.
Czuła się samotna. Była daleko od domu. Nawet nie wiedziała, gdzie dokładnie.
I chciała do mamy. Chciała do mamy, taty i siostry. Do rodziny.
Jednak wiedziała, że być może nigdy do nich nie wróci. Damian ją odrzucił
i tylko blondyn mógł dać jej odrobinę ciepła.
Sapnęła, gdy poczuła pod swoimi plecami korę. Ich oddechy
mieszały się ze sobą. Dziewczyna uniosła ręce i zarzuciła je na szyję
chłopaka, bo tak było wygodniej. Emil wsunął koniec języka w jej usta.
Rękami błądził po ciele. Przygwoździł ją sobą do drzewa i wpił się
boleśnie w jej wargi. Dziewczyna odrzuciła głowę w bok, chcąc nabrać
świeżego powietrza. Chłopak przeniósł usta na jej szyję. Kolanem rozłożył jej
nogi.
Sapnęła zaskoczona i otworzyła oczy.
— Nie. Nie mogę. Nie chcę — pomyślała.
— Puść mnie — powiedziała,
gdy Emil zaczął błądzić dłońmi po jej brzuchu i niebezpiecznie szybko
kierował się w stronę piersi. — Mówię poważnie. To mnie boli.
— Boli? Przecież ci
się podoba — odparł aroganckim tonem, nie przestając jej obmacywać.
Joanna spróbowała się wyrwać, ale chłopak przygniótł ją
swoim ciałem z całej siły. Łzy popłynęły po jej policzkach.
— Proszę, zostaw
mnie. Nie chcę! — pisnęła, gdy dłoń chłopaka powędrowała w stronę jej
spodenek.
— Nie drocz się
ze mną — warknął Emil. — Wszystkie tak mówicie, a potem się wam
podoba. Zobaczysz, będzie bardzo przyjemnie — wyszeptał dziewczynie na ucho
lubieżnym tonem.
Jej ciałem wstrząsnął dreszcz obrzydzenia.
— Widzisz? Już nie
możesz się doczekać. — Chłopak wziął jej reakcję za podniecenie.
Joanna po raz kolejny spróbowała się wyrwać. Stanęła mu na
nogę z całej siły. Jęknęła, gdy dostała w twarz. Czuła, jak policzek
parzy ją od uderzenia.
— Lubisz na ostro,
malutka? — wysyczał wściekły. — Miałem rację. Wszystkie jesteście takie same.
Najpierw kusicie, pokazujecie się nago, muskacie to niby przypadkiem, a potem
rozpaczacie, gdy już jakiś chłopak zechce spełnić waszą zachciankę. — Joanna
otworzyła szeroko oczy.
— Myślisz, że to
w hotelu… Że ja… Zrobiłam to specjalnie? — wykrztusiła trzęsącym się
z emocji głosem.
Chłopak nie odpowiedział. Usta przeniósł na jej piersi,
prawą ręką próbując rozpiąć spodnie. Joanna krzyknęła ile sił w płucach.
— Pomocy! Niech mi
ktoś pomoże! Ratunku!
Opadła na kolana i schowała twarz w dłoniach,
gdy ktoś odsunął od niej Emila.
Po sekundzie podniosła wzrok. Mniej więcej pół metra od
siebie stali Emil i Paweł. Dziewczyna skoczyła w ich stronę, by
rozdzielić, kiedy blondyn rzucił się na Pawła. Chłopak jakby jej nie zauważył.
Kiedy Paweł dostał z pięści w nos, Joanna
ruszyła w stronę domu. Biegła tak szybko, na ile pozwalało jej
roztrzęsione ciało. Po kilku minutach wpadła przez frontowe drzwi do środka.
Damian podniósł się gwałtownie z fotela.
— Co ci jest? — zapytał
przerażony, patrząc na nią z troską.
Dopiero wtedy nastolatka zauważyła, że Emil rozciął jej
wargę, gdy uderzył w twarz.
— Tam… w lesie…
Paweł i Emil… biją się… — wysapała, z trudem łapiąc powietrze.
Panika ogarnęła całe ciało. Damian złapał ją za ramiona,
gdy poleciała do przodu.
— Gdzie? — zapytał.
Jego głos był poważny i opanowany.
— W głębi
lasu. Tam… — wykrztusiła.
Machnęła jeszcze ręką w nieokreślonym kierunku, zanim
ciemność pochłonęła ją całkowicie.
***
Joanna podniosła się gwałtownie do pozycji siedzącej.
Rozejrzała się zdezorientowana. Zamrugała szybko. Po kilkunastu sekundach jej
wzrok odzyskał ostrość. Jęknęła cicho, gdy przebłyski wcześniejszych wydarzeń
przedostały się do umysłu.
Poranna sprzeczka z chłopakami. Wściekłe, mocne
uderzenia stóp o ziemię, gdy biegła, tłumiąc w sobie ochotę, by kogoś
zabić. Emil, jego niecierpliwe dłonie błądzące po jej ciele.
— Cholera — pomyślała i potrząsnęła
gwałtownie głową, jakby to miało sprawić, że pozbędzie się odrażających
wspomnień. Wstała powoli i syknęła z bólu. Czuła doskonale obtarte
plecy od ocierania nimi o korę, do której przygwoździł ją Emil. Policzek
w, który dostała, palił, a rozcięta warga piekła.
Kiedy zrobiła pierwszy krok, odezwał się Damian.
— Wybierasz się
dokądś? — W jego głosie pobrzmiewała nuta troski.
Dziewczyna odwróciła się w stronę, z której
dobiegał dźwięk. Chłopak wyłonił się z półcienia. Zacisnął zęby z całej
siły. Na jego twarzy znajdowało się mnóstwo zadrapań. Lewe oko było spuchnięte,
a pod prawym zrobiło się ogromne limo.
Mocniej zacisnął szczęki, gdy nastolatka dotknęła
opuszkami palców jego opuchniętego oka. Cofnęła rękę.
— Przepraszam — szepnęła.
Spojrzał na nią uważnie.
— No więc? Gdzie
chciałaś iść? — Jego twarz rozjaśnił uśmiech, chociaż oczy pozostały poważne.
— Do łazienki.
Muszę się umyć. Jak najszybciej. Wciąż czuję na sobie jego ręce i zapach.
Podniosła wzrok i cofnęła się z przestrachem. Mrok
spowił twarz chłopaka, nadając mu przerażającego wyglądu. Oczy pociemniały.
Wtem krzyknęła i odskoczyła do tyłu, gdy chłopak krzyknął.
— Zabiję go! — Jego
głos był donośny, przepełniony nienawiścią. — Zamorduję jak psa! — Dziewczyna
powoli ruszyła w jego stronę.
Uspokajającym gestem położyła mu dłoń na szerokiej piersi.
Damian odetchnął i odprężył się pod jej dotykiem.
— Już dobrze. Nic
mi się nie stało. Nie zdążył zrobić mi krzywdy. — Drgnęła, gdy chłopak dotknął
jej twarzy.
— Nic? — zakpił. — Widziałem
twoje plecy. Masz rozciętą wargę i spuchnięty policzek. Uderzył cię
w twarz. — Ledwie powstrzymywał wściekłość.
— Nic mi nie
będzie. Paweł… — urwała w połowie, gdy kolejne wspomnienie uderzyło
w nią z całej siły. — Co z nim? Czy nic mu nie jest? — Panika
ogarnęła ją całą.
— Cholera. Co z nim? Kurwa..
Chwyciła za swoje gardło. Nie mogła oddychać. Damian
złapał ją za ramiona i spojrzał prosto w twarz.
— Oddychaj.
Spokojnie i miarowo. Wdech, a potem wydech — mówił powoli i spokojnie
jak do dziecka.
Jednocześnie pokazywał jej, co ma robić. Po kilku
sekundach oddech dziewczyny się uspokoił. Klatka piersiowa unosiła się w równym
rytmie.
— Właśnie tak — powiedział,
a uśmiech rozjaśnił mu twarz.
Tym razem dosięgnął oczu. Joanna spojrzała na niego. Jej
wzrok domagał się odpowiedzi na pytanie, które zadała. Chłopak westchnął.
— Pobiegłem w stronę
lasu, gdy tylko położyłem cię do łóżka. Kiedy ich znalazłem, podbiegłem do
nich. W ostatniej chwili odciągnąłem Emila. Dostałem od niego w twarz.
Odepchnąłem go. Już miał się na mnie rzucić, ale dotarli inni. Odciągnęli
wyrywającego się chłopaka na bok. Po chwili zniknęli pośród drzew. Jeszcze
przez kilka minut słyszałem wykrzykiwane przez niego przekleństwa i groźby.
Pochyliłem się nad Pawłem. Nie byłem pewny, czy to on. Jego twarz pokrywała
krew. Tworzyła wokół ciała kałużę. Wziąłem go na ręce i przyniosłem tutaj.
Krople krwi znaczyły za nami ścieżkę. Stracił jej naprawdę dużo… — urwał, gdy
dziewczyna ze szlochem opadła na kolana.
Schowała twarz w dłoniach. To moja wina. Tylko ta
myśl wypełniała jej umysł.
Chłopak chciał ją podnieść, ale odepchnęła go.
— Miał kilka
złamań… — kontynuował. — Obrażenia wewnętrzne i uszkodzony kręg szyjny.
Pękła mu śledziona. Potrzeba było więcej niż jedną ludzką duszę, by go uleczyć.
— Ile? I jak
zabiliście tych ludzi? — zapytała ostro.
Chłopak odwrócił wzrok, gdy dostrzegł w jej oczach
obrzydzenie.
— Pytałam cię
o coś! Jak zabiliście tych ludzi? — Zerwała się na równe nogi.
Jej głos został zwielokrotniony przez płonący w niej
ogień. Chłopak spojrzał na nią zdumiony.
— Nie zabiliśmy ich
ciał. To nie było potrzebne — rzekł i zmarszczył brwi. — To by nie
podziałało. Paweł musiał pożywić się ich duszą, gdy byli żywi. — Przerażona
nastolatka cofnęła się o krok, gdy dotarło do niej, o czym mówił
Damian.
— Pozbawił ich
duszy, gdy byli żywi?! — Jej krzyk brzmiał histerycznie.
— Czy ktoś ci
o tym powiedział? Nikt ci nie wytłumaczył, że taka dusza ma szybsze
i lepsze działanie? Czym grozi takie wyssanie duszy? — zapytał z niedowierzaniem.
Pokręciła głową.
— Czy wiesz
przynajmniej, że Pożeracz może stać się zombie? — Nie była w stanie nic
wykrztusić, więc pokiwała tylko głową. — Kiedy wysysamy żywym ludziom duszę,
wtedy stają się zombie. Bez duszy ich ciało jest tylko rozpadającą się skorupą.
Ma tylko jedno pragnienie. Żywić się ludzkim ciałem. Zombie nie pamiętają, kim
byli wcześniej.
— Ile ludzi? — wykrztusiła,
gdy strach chwycił ją za serce.
— Dziesięć osób.
Tyle musiał unicestwić Paweł, by móc żyć…
***
— Cześć. — Emil
przycisnął Joannę do ściany.
Była piętnasta. Dziewczyna właśnie wyszła spod prysznica,
który brała siódmy raz dzisiaj. Jednak wciąż nie mogła pozbyć się uczucia rąk
blondyna na ciele. Wciąż czuła na sobie jego zapach.
— Nie dotykaj mnie
— wycedziła, z pogardą patrząc w oczy oprawcy.
Nawet nie próbowała się wyrwać. Nie miała szans z jego
silnym umięśnionym ciałem napędzanym dodatkowo przez testosteron.
— Nie zrobię ci
krzywdy — odparł arogancko.
Przybliżył swoje usta do jej ucha. Obrócił się gwałtownie,
gdy poczuł na ramieniu czyjąś dłoń. Upadł z jękiem na podłogę, gdy dostał
z pięści w twarz.
— Powiedziała,
żebyś ją zostawił! — Głos Damiana przepełniony był nienawiścią.
Dziewczyna odetchnęła z ulgą i wyminęła
trzymającego się za nos Emila.
— Dzię… — Rzuciła
się w stronę przyjaciela, gdy ten kopnął blondyna prosto w brzuch.
Przestraszona złapała go za ramię i spróbowała
odciągnąć.
— Zostaw go.
Będziesz miał tylko problemy, gdy Śmierć się dowie, że skatowałeś jej
najważniejszego pionka. — Chłopak jakby jej nie zauważył.
Kopał blondyna na oślep. Odsunął się dopiero, gdy Emil
stracił przytomność. Joanna pochyliła się nad blondynem. Delikatnie obmacała
jego ciało. Odetchnęła z ulgą.
— Chyba nic mu nie
złamałeś.
— Dlaczego to
robisz? — zapytał Damian.
Dziewczyna zamrugała szybko zaskoczona.
— Ale co robię? — zapytała,
nic nie rozumiejąc.
— Dlaczego jesteś
taka miła? Dla faceta, który cię uderzył i chciał zgwałcić!? Powinnaś
pozwolić mi go zakatować!
— Ja po prostu nie
wybaczyłabym sobie, gdybyś przeze mnie kogoś zabił. Nawet jeśli to ktoś pokroju
Emila. Nikt nie zasługuje na śmierć. Nieważne, co zrobił. Wystarczy, że musimy
zabijać zupełnie niewinnych ludzi, by przetrwać. — powiedziała, a Marta
w jej umyśle zachichotała złośliwie. Aśka pisnęła zaskoczona, gdy Damian
wziął ją w objęcia.
Chłopak zanurzył twarz w jej włosach. Wciągnął jej
zapach.
— Uwielbiam cię. — Jego
głos został stłumiony.
— Mógłbyś mnie
puścić? Nie mogę oddychać — powiedziała ze śmiechem, gdy chłopak mocniej
ją ścisnął.
— Nie mogę — odparł
z szerokim uśmiechem na ustach.
— Ale musisz. Chyba
nie chcesz mnie udusić? — zapytała, wciąż się śmiejąc.
Damian złożył na jej ustach delikatny pocałunek. Joanna
zaskoczona nie zareagowała.
Chłopak oderwał się od niej, gdy nie odwzajemniła pocałunku.
— Przepraszam — powiedział.
Asia nie odezwała się, wciąż sparaliżowana. Damian
pochylił się nad Emilem i gwałtownie podniósł jego bezwładne ciało. Jego
twarz zdradzała skrajne obrzydzenie. Skręcił w prawo.
Joanna zmarszczyła brwi.
— Gdzie ty idziesz?
Jego pokój jest w przeciwną stronę — zapytała zdezorientowana.
— Przecież go tam
nie zaniosę. Idę do gabinetu lekarskiego. Musi go obejrzeć lekarz. Myślisz, że
skąd wiedzieliśmy o wszystkich obrażeniach Pawła? Przecież nie
zgadywaliśmy.
Dziewczyna otworzyła szeroko oczy zaskoczona.
— Mamy gabinet
lekarski?
— Serio? Zostałaś
wskrzeszona, możesz stać się zombie i jesteś zdziwiona tym, że mamy
gabinet lekarski? — zapytał chłopak z szerokim uśmiechem.
Joanna roześmiała się serdecznie. Natychmiast spoważniała,
gdy coś do niej dotarło.
— A czy nie ma
tam Pawła?
— Jest.
— Uważasz to za
dobry pomysł?
— Nie martw się.
Będę ich pilnować — odparł Damian.
— No to mnie
pocieszyłeś — powiedziała z przekąsem.
— Naprawdę nic się
nie stanie. Będę grzeczny — pocieszył ją i ruszył w stronę gabinetu.
Joanna patrzyła za nim, aż zniknął jej z oczu. Mimo
zapewnień Damiana, jej serce wciąż przepełniał niepokój.
***
Karolina i Paweł rozmawiali przyciszonymi głosami.
Chłopak po pożywieniu się duszami od razu wrócił do zdrowia. Karolina wraz
z Damianem poderżnęli gardła ciałom, by nie zdążyły zmienić się w zombie.
Para uniosła głowy, gdy ktoś kopniakiem otworzył drzwi. Do
środka wszedł Damian z Emilem na rękach. Karolina podniosła się
gwałtownie.
— Co jest? — zapytała.
Chłopak zignorował ją. Podszedł do jednego z wolnych
łóżek i brutalnie rzucił na nie ciało blondyna.
— Magda!
Z zaplecza wyszła kobieta. Była to blondynka, którą
Joanna spotkała na korytarzu. Kiedy dostrzegła Emila, jęknęła.
— Kolejny? — Spojrzała
Damianowi prosto w oczy. — Co mu się stało?
— Taki mały wypadek
— odparł oschle.
Kobieta zmierzyła go uważnym spojrzeniem, po czym
pochyliła się nad blondynem. Delikatnym, wprawnym ruchem podniosła mu koszulkę.
Karolina syknęła odruchowo, gdy dostrzegła ogromne siniaki na jego brzuchu.
— Ty mu to
zrobiłeś? — zapytała, nie podnosząc wzroku.
Delikatnie badała nieprzytomne ciało. Damian wzruszył
ramionami.
— Należało mu się —
odparł.
Kobieta nie skomentowała odpowiedzi.
— Jak się czuje
Asia? — zapytał Paweł.
Damian rzucił w jego stronę pogardliwe spojrzenie.
— A jak
myślisz? Jak może się czuć? Ten bydlak chciał ją zgwałcić.
— Była, gdy… — zaczął
chłopak. — Kiedy zajmowałeś się Emilem? — zapytał z niepokojem.
— Była. Właśnie
szedłem do jej pokoju, kiedy dostrzegłem go na korytarzu. — Wskazał głową
blondyna. — Stał przodem do ściany. Myślałem, że jest sam, ale gdy podszedłem,
bliżej dostrzegłem, że znów dobiera się do Aśki. No i ten. Nie
wytrzymałem. Walnąłem go w nos, a potem skopałem. Gdyby Asi tam nie było,
zabiłbym go tak, jak on chciał zabić ciebie. — Paweł poderwał się gwałtownie
z łóżka i skoczył w stronę Damiana.
— Pozwoliłeś, by na
to patrzyła?! — krzyknął. — Dobrze, wiesz jaka jest wrażliwa!
— Jest silniejsza
niż którykolwiek z nas — odparł spokojnie Damian. — I lepsza niż my.
Pomimo tego, co chciał zrobić ten bydlak, broniła go. Jeszcze sprawdzała, czy
nic mu nie połamałem — prychnął. — Ale podziękowała mi za obronę. Bardzo mi
podziękowała… — Chłopak złapał w locie pięść Pawła.
Zaśmiał się.
— Zazdrosny, Knyc?
— zapytał.
Jęknął, gdy brunet walnął go w brzuch.
— Stop! — warknęła
Magda. — Nie chcę tutaj żadnych bójek. Już dość na dzisiaj. — Zwróciła się
w stronę Karoliny. — Potrzebuję jednego człowieka. — Dziewczyna chciała
zaprotestować, ale ostre spojrzenie kobiety skutecznie ją odciągnęło od tego
pomysłu.
Rzuciła tylko w stronę Pawła przepraszające
spojrzenie i wybiegła z pomieszczenia.
— Wy też możecie
już iść — rzuciła Magda w stronę chłopaków.
Damian z jękiem wyprostował się. Spojrzał na Pawła
z pogardą, po czym wyszedł. Paweł zerknął na nieprzytomne ciało Emila, po
czym odwrócił się na pięcie i opuścił pomieszczenie.
W gabinecie tykał zegar.
Betowanie: Ces :3
Subskrybuj:
Posty (Atom)