wtorek, 18 listopada 2014

Wiadomość

No cóż. Jak widać blog umiera śmiercią naturalną. Od miesięcy nie udało mi się napisać nowego odcinka i nie wiem kiedy, a nawet czy w ogóle historię tę dokończę. Wszystkich tych, którzy czekali na nowy rozdział bardzo przepraszam. Może kiedyś dokończę tę historię, a może nie. Możliwe też, że napiszę ją od początku, jednak jeszcze zobaczę. Blog zostawiam, bo może kiedyś wrócę. Dziękuję wszystkim, którzy czytali o Pożeraczach. Do zobaczenia kiedyś tam :)

niedziela, 6 lipca 2014

Prace

Jakby ktoś był ciekawy to jestem w trakcie poprawiania rozdziałów, więc za około miesiąc przybędę pewnie z nowym :3

piątek, 16 maja 2014

Rozdział XI "Wspomnienia. Część 1'

Słońce świeci. Oświetla wszystkie ciemne miejsca. Ptaki świergocą wesoło. Ludzie radują się życiem. Jedynie niewielka grupka opłakuje śmierć przyjaciela. O tyle straszliwszą, bo niesprawiedliwą.
Joanna odwraca wzrok w stronę okna. I jedyne, co dostrzega, to ruch blond czupryny, a następnie zasunięcie firan. Dłonie zaciska w pięści. Ale łzy mimo to płyną.
 — To niesprawiedliwe! On nic nie zrobił! Jedynie bronił… Mnie.
Zamyka oczy, a potem otwiera z nadzieją, że ten koszmar tylko się jej śni. Jęczy w ramach sprzeciwu, gdy świeżo wykopana dziura wciąż istnieje.
Powolnym krokiem podchodzi i zagląda do środka. Marszczy brwi zdziwiona, gdy dostrzega, że jest pusta. Odwraca się natychmiast, by zadać pytanie Damianowi, który stoi obok niej, ale on też znika. Dziewczyna rozgląda się zdezorientowana. Została sama. Nikogo nie ma. Zrywa się zimny podmuch wiatru, a nastolatka czuje, jak ktoś palcem stuka w jej ramię. Obraca się gwałtownie, ale nikogo nie dostrzega. Kiedy znów spogląda przed siebie, z jej gardła wydobywa się przeraźliwy krzyk.
Przed nią stoi Paweł. A raczej to, co z niego zostało. Rozkładające się ciało. Chłopak otwiera resztki ust, a ze środka wyłażą robaki. Wyciąga oskarżycielsko palec w stronę Joanny.
 — To twoja wina! — charczy i robi krok w przód.
 Aśka cofa się odruchowo. Czuje, jak traci grunt pod nogami i wpada do ciemnego grobu. Jej ciało natychmiast obłażą robaki.

***

Joanna usiadła gwałtownie na łóżku. Z jej gardła wydobywał się krzyk, a po ciele spływał zimny pot. Dziewczyna czuła, jak cała trzęsie się ze strachu. Serce wybijało szybki nierówny rytm. Rozkopana pościel była jedynym świadkiem koszmaru.
Joanna schowała twarz w dłoniach. To tylko sen, powtarzała sobie cały czas. A jednak nocna mara niewiele różniła się od przeszłości. Dziewczyna wciąż słyszała słowa, które wykrzyczała jej w twarz Karolina podczas pogrzebu Pawła.
 — To wszystko twoja wina! Przez ciebie nie żyje! Nie żyje, bo bronił twojego idealnego tyłka. Bo się w tobie zakochał! Od początku miałaś go gdzieś! A powinien kochać mnie! Bo ja go kochałam od lat! A teraz posłuchaj mnie uważnie! Dotrzymam słowa, które ci dałam! Któregoś dnia poderżnę ci gardło!
Po czym odwróciła się na pięcie i odeszła, zostawiając zdruzgotaną rywalkę.
Aśka przyłożyła głowę z powrotem do poduszki. Zamknęła oczy i podkuliła nogi. W końcu zasnęła niespokojnym snem.

***

Świeci słońce. Lekki wiatr rozwiewa twoje przydługie blond włosy. Trzymasz się kurczowo przedramienia ojca i rozglądasz z niepokojem. Prawie wszystkie dzieciaki stoją już w grupkach przy dorosłych, którzy w dłoniach mają tabliczki z numerami klas.
Ojciec po chwili ciągnie cię w stronę jednej z grup, a potem popycha cię lekko do przodu.
 — No idź — rzuca oschle, gdy wciąż stoisz w miejscu i patrzysz na niego przerażony. W końcu wzdycha i kuca obok ciebie. — Nie bój się. Będę na ciebie czekał. Za godzinę wrócimy do domu — mówi już łagodniej i mierzwi twoje włosy. Pokazuje na coś ręką. — Spójrz. Tutaj masz kolegę. — Twój wzrok podąża za jego.
Wtedy zauważasz chudego, wysokiego chłopca. Napotykasz jego równie zaniepokojone spojrzenie. Uśmiecha się do ciebie. Odwzajemniasz to, ukazując uzębienie z brakującymi jedynkami. Spoglądasz znów na tatę, tym razem pytającym wzrokiem. On tylko puszcza oko i kiwa głową. Od razu podchodzisz do nowego kolegi.
 — Jestem Emil — przedstawiasz się i podajesz mu ręką jak dorosły.
 Chłopiec po chwili łapie za twoją dłoń i ściska ją.
 — Paweł — odpowiada, a jego twarz rozjaśnia uśmiech.
 — Będziesz siedział ze mną w ławce? — pytasz radośnie.
Paweł kiwa głową i odwraca wzrok, gdy dyrektorka rozpoczyna apel. Uśmiechasz się. Właśnie czujesz, że znalazłeś przyjaciela.

***

Odwracasz się w stronę przyjaciela. Paweł stoi plecami do ściany.
Słyszysz, jak jego serce bije szybko. Nierówno. Czujesz zapach strachu. Ludzkiego, śmiertelnego strachu. Strachu, który napędza w tobie wszystko. Strachu, który sprawia, że jesteś tym, kim jesteś. Strachu, który powoduje, że masz ochotę zabić. Jednak przełykasz ślinę. Nie dajesz się ponieść. Przecież to twój przyjaciel. Nie mógłbyś zabić przyjaciela, prawda?
Puszczasz ciało, które trzymałeś, a ono przy upadku wydaje głuchy odgłos, ale ignorujesz to. Tam już nic nie ma. Oczy to samo białko. Żadnej źrenicy ani tęczówki. Puste ciało. Bez duszy, która teraz jest twoja. Czujesz, jak wypełnia cię moc. Twoje tkanki regenerują się. Jesteś pełen nowych cech charakteru. Wiesz, że teraz będziesz trochę inny. Wraz z duszą przejąłeś moc, siłę i wdzięk. A świadomość, że kogoś zabiłeś, przychodzi z czasem. I masz wyrzuty sumienia. Aż do następnego pożywienia się. Kiedy znów czujesz się jak nowonarodzony, to wyrzuty sumienia nie są już ważne.
Powoli podchodzisz do Pawła. Stajesz przed nim i patrzysz mu w oczy. Pełne są strachu, obrzydzenia, szoku i czegoś jeszcze. Twój przyjaciel uważa cię za potwora. Przed chwilą widział, czym się stałeś. Widział, jak z zimną krwią podrzynasz gardło jakiejś dziewczynie i pozbawiasz ją duszy.
Kładziesz dłoń na jego ramieniu, a on się wzdryga. Niespokojnie porusza barkami, próbując zrzucić twoją rękę. Jednak na próżno.
 — Zostaw mnie, ty potworze. — W końcu syczy przez zaciśnięte zęby.
Z niewinną miną cofasz się i unosisz dłonie.
 — Spokojnie, stary — mówisz i uśmiechasz się. — Byłem trochę głodny. To nic — stwierdzasz patrząc na ciało leżące nieopodal.
 — Co?! — krzyczy zszokowany Paweł. — Właśnie zabiłeś niewinną dziewczynę! I co ty pleciesz?! Jaki głodny?! Jak jesteś, do cholery, głodny, to jesz hamburgera, frytki, kotleta. Cokolwiek, ale nie zabijasz ludzi!
 — Próbowałem się zabić — mówisz nagle, gdy przyjaciel robi przerwę, by głęboko odetchnąć.
Widzisz, jak otwiera szeroko usta, gdy słyszy twoje słowa.
 — Ale… jak… dlaczego…? Co? — spogląda na ciebie zdumiony.
 — Miałem dość takiego życia. Miałem dość, rozumiesz? Nie chciałem być Emilem Losem. Drobnym nastolatkiem z za długimi kończynami. Pryszczatym okularnikiem. Szykanowanym przez wszystkich. Więc po prostu wszedłem do wanny z żyletką w ręce. I zacząłem się ciąć. Nie żeby się zranić, ale by umrzeć. I prawie mi się udało, ale wtedy pojawiła się Śmierć. Kazała się wyprowadzić. Pójść do liceum do innego miasta. Powiedziała, że ma wobec mnie wielkie plany. Obiecała, że wszyscy, którzy kiedykolwiek mną gardzili, zostaną ukarani. I tak się stało. Popatrz na mnie! — krzyknął z furią, gdy przyjaciel odwrócił wzrok. — Teraz jestem sobą. Jestem taki, jaki zawsze chciałem być. Z dumą wymawiam moje imię. Wystarczy jedno spojrzenie i każda dziewczyna pada mi do stóp. I uczestniczę teraz w wielkim planie Śmierci. jestem coś wart. Nieśmiertelność trwa razem ze mną! Będę zawsze przystojny i młody. Żadna Jchoroba mnie nie dosięgnie. Brakuje mi tylko jednego. Mojego przyjaciela. Dlatego przyjechałem. Chcę, byś razem ze mną żył aż do skończenia świata, przyjacielu. Tylko tego potrzebuję. Bo czym jest szczęście, jeśli brakuje twojego najlepszego przyjaciela? Wyjedź ze mną, przyjacielu. Tylko o to proszę.
Warczysz ze złością, gdy Paweł zaczyna się śmiać.
 — Zwariowałeś! Jesteś chory! Masz omamy! Właśnie zabiłeś jakąś bezbronną dziewczynę! To wszystko, to wszystko, o czym mówisz, to musi być twoja wyobraźnia! To nie może być prawdą!
W mieszkaniach zaczęły zapalać się światła, a wyrwani ze snu ludzie ze złością wyglądali przez okna w poszukiwaniu osoby, która zakłócała ich spokojny sen.
Z gardła przyjaciela wydobywa się nieludzki krzyk, gdy odsłaniasz swoją prawdziwą twarz.
 — Cicho bądź! — syczysz, zakrywając mu dłonią usta. — Czy teraz mi wierzysz? — Paweł szybko potakuje.
 Próbuje ukryć przerażenie, które ogarnia całe jego ciało, ale nie dajesz się oszukać.
 — Będziesz jak ja? Potrzebuję tego, przyjacielu. Nie chcę być sam przez wieczność. Czy zgodzisz się dotrzymać mi towarzystwa przez resztę życia? — pytasz z błaganiem i spoglądasz głęboko w szeroko otwarte ze strachu oczy przyjaciela.
Zamierasz na kilka sekund w oczekiwaniu. W końcu Paweł kiwa głową. Odsłaniasz mu usta.
 — Musisz powiedzieć to na głos. Inaczej nie będziesz mógł spełnić tego, o co proszę.
 — Ok. Zgadzam się, ale pod jednym warunkiem. Nie będę musiał zabijać ludzi — odpowiada trzęsącym się głosem.
Wzruszasz ramionami.
 — Jasne — rzucasz niedbale i skręcasz przyjacielowi kark.
Rozlega się trzask i w tym samym momencie pojawia się Śmierć. Kłaniasz się jej i odsuwasz się od przyjaciela, by dopuścić ją do niego. Wielka postać klęka i pochyla się nad ciałem. Wzdycha, a po chwili znika w czarnym dymie.
Drgasz, gdy przyjaciel w końcu się budzi. Paweł mruga zaskoczony, a po chwili skupia wzrok na twojej twarzy.
 — Gdzie ja jestem, do cholery? — szepcze.
Uśmiechasz się szelmowsko.
 — W piekle, przyjacielu. W piekle…

***

Emil usiadł gwałtownie na łóżku. Rozejrzał się zdezorientowany po pokoju. Ledwie powstrzymał krzyk, gdy dojrzał siedzącą na biurku postać.
Zapalił lampkę na stoliku nocnym, by lepiej widzieć. Karolina uśmiechnęła się złośliwie, gdy dostrzegła w oczach Emila zadumę, która po chwili zamieniła się w zrozumienie.
Nastolatka ze skoczyła z mebla i podeszła do swojego wroga. Pochyliła się nad jego uchem i wyszeptała:
 — Będę ci przypominać. Każdej nocy będę zwracać ci wspomnienia o Pawle. Byś nigdy nie zapomniał, co zrobiłeś. Czyje życie zabrałeś, potworze! — Jej szept przeszedł niespodziewanie w krzyk, a Emil wrzasnął z bólu, gdy nastolatka uderzyła go w brzuch. — Będziesz wiecznie cierpieć. Twoje życie będzie wieczną agonią, przyjacielu — rzuciła zgryźliwe, po czym wybiegła.
Chłopak schował twarz w dłoniach. Pierwszy raz od lat znów poczuł, że jest potworem. Że będzie nim zawsze.

***

Joanna siedziała w fotelu. Nerwowo ruszała nogą i przygryzała wargę. Emil zwołał wszystkich Pożeraczy do salonu. Chciał coś omówić. Ale jak zwykle nie zdradził co.
Dziewczyna rozejrzała się w poszukiwaniu Karoliny. W końcu napotkała jej spojrzenie. Nastolatka, gdy poczuła na sobie wzrok rywalki zacisnęła trzęsące się dłonie w pięści i wyciągnęła hardo podbródek, po czym podniosła się i przesiadła się tak, by Joanna jej nie widziała. Aśka westchnęła. Od pogrzebu minął dopiero jeden dzień.
Karolina, gdy uspokoiła się po tym, jak Joanna zaprowadziła ją do Magdy, by ta dała jej środki przeciwbólowe, przestała się odzywać do rywalki. Potem nakrzyczała na nią na pogrzebie, a następnie zamilkła. Przestała całkiem rozmawiać z kimkolwiek. Joanna słyszała przez drzwi, jak rywalka szlocha i krzyczy.
 — To moja wina — pomyślała nastolatka po raz kolejny. — Zabijam ludzi, by przeżyć, a teraz jeszcze zabiłam Pawła. Zabiłam go… Tak jak Martę.
Aśka podskoczyła, gdy ktoś chwycił ją za dłoń. Podniosła wzrok, a po jej ciele rozlała się złość. Wyrwała rękę i odwróciła wzrok. Damian złapał ją za podbródek i zmusił do spojrzenia sobie w oczy. Dziewczyna spróbowała się wyrwać, ale chłopak trzymał mocno. Widząc jej starania, uśmiechnął się szelmowsko i przybliżył swoje usta do jej ucha. Joanna zadrżała, gdy poczuła jego ciepły oddech na skórze.
 — Kochanie, nie masz już wyboru. Zostałem ci tylko ja. I musisz mnie kochać. Zostałaś mi przeznaczona. Dlatego pozbyłem się Pawła. Byś mogła być moja. — Joanna wydała krzyk wściekłości.
 — A więc to twoja wina?! — wrzasnęła. — To twoja wina, bydlaku?!
Pożeracze krzyknęli zaskoczeni i automatycznie się cofnęli. Damian odskoczył. Dziewczyna wstała gwałtownie z fotela. Chłopak uśmiechnął się z zadowoleniem.
Kiedy dotarło do niej, że takiej reakcji oczekiwał, wściekła się jeszcze bardziej. Zbliżyła się do Damiana i uderzyła go twarz. Zaskoczony chłopak zatoczył się do tyłu i upadł. Odruchowo ze rwał się na równe nogi i doskoczył do nastolatki. Uniósł dłoń.
 — No dalej! — rzuciła hardo Joanna, gdy zawahał się. — Uderz mnie. Już raz to zrobiłeś. Możesz i kolejny raz. No dalej! Zrób to! — Damian odsunął się i obrócił się twarzą w stronę drzwi, gdy rozległo się chrząknięcie.
Dziewczyna odruchowo spojrzała w tamtą stronę.
 — Co wy odwalacie? — zapytał Emil rozbawionym tonem. Spojrzał na Aśkę. — Odbiło ci? Uspokój się. No już, mała. — Dziewczyna oblała się rumieńcem i spuściła wzrok.
Emil uśmiechnął się zawadiacko. Joanna miała ochotę tak po prostu podejść, udusić Emila i wyjść, ale wiedziała, że to niemożliwe. Chłopak nosił przy sobie broń. Na okrągło, od egzekucji.
 — No dalej, pieski. Możecie zamknąć usta — zwrócił się do pozostałych Pożeraczy.
Wszyscy pokręcili głowami z irytacją. Nienawidzili, gdy tak się do nich odnosił. Mieli ochotę się zbuntować, ale bali się Śmierci.
 — A teraz odsłońcie swoje prawdziwe oblicza.
Joanna zmarszczyła brwi i wykonała polecenie.
Emil podchodził po kolei do każdego i patrzył w jego prawdziwą twarz. Na niektórych machał ręką i pozwalał iść do swoich pokojów, a niektórym kazał zostać w salonie.
W końcu podszedł i do Joanny. Uśmiechał się złośliwie. Nastolatka miała ochotę ze trzeć mu ten uśmiech za pomocą pięści i jedynym, co ją powstrzymywało, była świadomość, że by ją zabił. Natychmiast, bez żadnego zastanowienia. Jak zaprogramowana maszyna.
Chłopak zbliżył twarz do twarzy nastolatki. Dziewczyna czuła jego ciepły oddech na swoich ustach. Emil przechylił głowę jak szczeniak i przymknął oczy, by po chwili je otworzyć. Cmoknął Joannę i postąpił krok do tyłu. Zwrócił się do wszystkich Pożeraczy:

 — Do samochodu. Czas się pożywić!









Koniec Części 1



Rozdział poprawiony przez Ces <3

wtorek, 25 czerwca 2013

Rozdział X "Drugie Oblicze"

W końcu po prawie dwumiesięcznej nieobecności mam  dla Was nowy rozdział! Miłego czytania:)


Niebo usiane było gwiazdami. Joanna leżała na wilgotnej trawie na podwórku za domem. Napawała się ciszą i obserwowała malutkie punkciki na nocnym nieboskłonie. Jej pierś unosiła się w równym rytmie. Rozmyślała o domu. Już pogodziła się z myślą, że nigdy tam nie wróci. Gdyby mogła to prędzej czy później i tak rodzice zauważyliby, że coś jest nie tak. I musiałaby się tłumaczyć. Znów musiałaby skłamać, a miała już dość kłamstw. Dość oszukiwania tych, których kocha.
Dziewczyna odetchnęła głęboko. Ktoś położył się obok niej.
 — Wiedziałaś, że idę — stwierdził Damian.
 — Zanim zrobiłeś pierwszy krok. — Chłopak dotknął jej dłoni.
Zacisnęła ją w pięść.
 — Uciekam.
 — Co?
 — Wyprzedzam twoje pytanie. Uciekam.
 — Przed Emilem?
 — Przed wszystkimi.
 — Przede mną też? — W jego głosie czuć było rozbawienie.
Joanna otworzyła oczy i usiadła.
 — Przed tobą w szczególności. — Ujrzała, jak uśmiech na twarzy przyjaciela gaśnie.
 — Dlaczego?
 — Coś do mnie dotarło. Nie widzieliśmy się sześć lat. Zmieniliśmy się. Każde z nas. Czy to pod wpływem czasu, czy Śmierci, ale jesteśmy inni. Nie jesteś już tym samym chłopakiem, co w podstawówce, a ja nie jestem tą samą dziewczyną. Nie wiem sama, kim jestem, a dopiero kim ty jesteś. Moja reakcja, gdy znów cię zobaczyłam, była przesadzona. — Damian złapał dziewczynę delikatnie za dłoń.
Wyrwała ją. Spojrzała głęboko w jego oczy.
 — Nic do mnie nie czujesz? — Smutek wystąpił na jego twarz.
 — To nie to. Lubię cię.
 — Ale tylko lubisz… Więc co to było? Ten pocałunek? Udawałaś? Co chciałaś osiągnąć? — Złość przejęła kontrolę nad nerwami chłopaka. Joanna zdziwiła się.
 — O co mu chodzi? On pierwszy mnie odrzucił — pomyślała.
 — W pierwszym odruchu myślałam, że to to. Chciałam, żeby to było prawdziwe…
 — …Ale nie jest.
 — Nie jest. Tęsknota. To mną kierowało, gdy cię całowałam. Teraz już to wiem. No bo jak można kochać kogoś, kogo nie widziało się tyle lat?
 — Ja cię kocham — odparł.
Joanna pokręciła głową.
 — Nie wierzę ci. To nie jest miłość. To pożądanie, chęć posiadania kogoś. Dobrze wiem, co mówię. Myliłam to przez całe życie. Al teraz już widzę różnicę.
Chłopak pochylił się nad dziewczyną. Joanna odepchnęła go.
 — Odejdź.
 — Ale…
 — Po prostu to zrób. Odejdź. Zostaw mnie samą. Potrzebuję samotności. — Chłopak w odpowiedzi objął ja ramionami i złożył na jej ustach pocałunek.
Odskoczył gwałtownie, gdy dziewczyna ugryzła go w wargę.
 — Nie dotykaj mnie! Już ci mówiłam. Gdybyś mnie kochał, posłuchałbyś za pierwszym razem. Jesteś taki sam, jak Emil… — Rozległ się trzask.
Joanna spojrzała z niedowierzaniem na uniesioną dłoń Damiana. Chłopak też na nią patrzył. Wydawało mu się, że nie należy do niego.
 — Uderzyłeś mnie w twarz…
 — Asiu…
 — Nie. Nic nie mów — warknęła.
Podniosła się gwałtownie z ziemi i pobiegła do domu.

***

Niebo, wcześniej czyste i ozdobione gwiazdami, zakryły burzowe chmury. Żwir zachrzęścił pod stopami chłopaka, gdy wysiadł z samochodu. Zatrzasnął drzwiczki i ruszył przed siebie. Po kilku minutach znalazł się przed wejściem do opuszczonego domu. Farba płatami odpadała ze ścian. Okna na parterze zostały wybite przez okolicznych chuliganów. Na dębowych drzwiach okrytych pajęczyną widniał wizerunek czaszki.
Nastolatek postąpił krok na przód i popchnął je. Otworzyły się. Wszedł do środka. Ruszył w stronę starych schodów. Stopnie przeraźliwie skrzypiały z każdym kolejnym krokiem. Kiedy dotarł na piętro, rozejrzał się. Jego oczy zdążyły się już przyzwyczaić do ciemności. Dostrzegł trzy pary zamkniętych drzwi. Przez szparę jednych prześwitywało delikatne, blade światło. Chłopak uśmiechnął się szelmowsko.
Już czas.

***

Joanna wbiegła do pokoju, zatrzaskując za sobą drzwi. Usiadła na łóżku. Policzek palił ją od uderzenia. Damian zadał cios mocniej niż Emil.
 — Nie mogę w to uwierzyć. Uderzył mnie. Po każdym bym się tego spodziewała. Nawet po Pawle. Każdym, ale nie po nim. Ten Damian jest tak różny od tego, którego znałam. Ten nowy Damian jest obcy.
Dziewczyna zacisnęła dłonie w pięści, gdy jej ciało ogarnęła wściekłość.
 — Dupek! — krzyknęła. — Pieprzony hipokryta! — Zerwała się z łóżka i zaczęła krążyć po pokoju. — Kretyn! — Kopnęła mocno w szafkę nocną.
Wrzasnęła, gdy ból przeszył jej stopę. Odruchowo złapała za nią i usiadła na łóżku, a łzy popłynęły po policzkach. W jej głowie rozległ się śmiech.
 — Zamknij się, Marta — warknęła Joanna w powietrze.
Intruz roześmiał się głośniej.
 — Wyjdź z mojej głowy! — Nastolatka podskoczyła, gdy rozległo się pukanie do drzwi.
 — Wszystko w porządku? — rozległ się stłumiony głos Pawła.
Joanna pokuśtykała do drzwi i otworzyła je szarpnięciem. Spojrzała w oczy chłopaka. Dostrzegła w nich nieme pytanie i troskę.
 — Wszystko w porządku. Czemu coś miałoby być nie tak? — W jej głosie pobrzmiewała ironia.
Chłopak spoglądał na nią spod uniesionych brwi.
 — Krzyczałaś… Hej! Znów cię uderzył? — Opuszkami placów dotknął jej wciąż czerwonego i piekącego policzka, a w jego głosie słychać było troskę przemieszaną z gniewem.
Joanna strąciła jego dłoń.
 — Nie. Wszystko jest w porządku. Naprawdę — odparła zirytowana i zatrzasnęła mu drzwi przed nosem.
Usłyszała jeszcze jego protest, a potem kroki, gdy się oddalał.
 — Jesteś głupia — stwierdziła Marta rozbawiona.
 — I kto to mówi? — odszczeknęła się Joanna.
 — I ślepa. Naiwna.
 — Nie jestem ślepa! — zaprotestowała gwałtownie.
 — Pewnie — prychnęła Marta.
 — Stul pysk!
 — Prawda boli, co? — zarechotała. — Na szczęście dla ciebie ja nie jestem ślepa i naiwna. Dostrzegam rzeczy, których ty nie jesteś w stanie.
 — Co na przykład?
 — Widzę, jak na ciebie patrzy.
 — Niby kto?
 — Paweł. W jego oczach widać miłość. — Joanna prychnęła, ale na jej policzki i tak wstąpił szkarłatny rumieniec.
 — To niemożliwe. Nie może mnie kochać. Nie mnie. Nie zna mnie. Nie wie, co zrobiłam. I nigdy się nie dowie. Zabiorę tę tajemnicę ze sobą do grobu. — Roześmiała się bez cienia rozbawienia. — Zabawne, nie? Wygląda na to, że nigdy się tego sekretu nie pozbędę.
 — On cię kocha — powtórzyła Marta dobitnie. — Widać to w jego oczach i gestach. Każdy o tym wie. Emil to widzi. I Damian także. Jedynie ty jesteś tak głupia. Widać tę miłość w sposobie, jaki się do ciebie zwraca. Jak wymawia twoje imię. Jak się uśmiecha.
 — Co? — wykrztusiła Joanna.
 — To, co słyszysz. Paweł patrzy na ciebie z miłością, z troską. Z rozczuleniem.
 — To nieważne. Ja go nie kocham. Tylko lubię. I tylko trochę go lubię. Przecież pomógł mnie porwać. Oszukał mnie. Nie robi się takich rzeczy osobie, którą się kocha. Nikomu się tak nie robi. — Joanna podeszła powoli i położyła się na łóżku.
Przymknęła oczy i pozwoliła myślom swobodnie płynąć.

Nie kocha mnie. To niemożliwe. Nie wiem, czym jest miłość. Nie wiem, co robić. Nie wiem, jak mam skorzystać z tego, co dostałam.
Zmieniłam się. Nawet nie zauważyłam kiedy! Zmieniam się za szybko. Zmiany powinny zachodzić powoli. Stopniowo. Powinnam zmieniać się z miesiąca na miesiąc, a nie z dnia na dzień. Przestaję być sobą. I to mnie przeraża! Bo nie wiem, co robić. Z kim porozmawiać, by pomógł mi zrozumieć to, co wydarzyło się w moim życiu?
Jak to możliwe? Jak człowiek może aż tak nie rozumieć samego siebie? Swojego ciała, umysłu. Uczuć. Słabości. Jestem słaba. Wiem o tym aż za dobrze. Mam silne ciało, ale tylko ciało. W środku jestem słaba. Wciąż słaba, chociaż moje życie tak się pokręciło.
Kiedyś bałam się chłopaków. Bałam się tego, jak na mnie patrzą. Bałam się, gdy się do mnie odzywali. Czerwieniłam się nawet, gdy prosili mnie o pożyczenie długopisu. A teraz? Całuję ich. Rzucam się na prawie każdego. Zachowuję się jak desperatka. Co się ze mną stało?
Kiedyś myślałam, że będę całować kogoś tylko z miłości. Myślałam, że poczekam do ślubu z pierwszym razem. A teraz? Moje ciało decyduje za mnie. Nie mogę przestać. Nie jestem w stanie przyjąć myśli, że mogłabym nie całować żadnego chłopaka. Uzależniłam się od czyjejś uwagi. Nie mogę znieść myśli, że znów przestaną się mną interesować.
Nie modliłam się od prawie trzech lat. Odkąd skończyłam gimnazjum nie wypowiedziałam ani razu słów modlitwy. A teraz pytam Ciebie, Boże. Dlaczego? Dlaczego nie jestem w stanie zrozumieć tego, co czuję? Nikt mi nie chce wytłumaczyć. Pomóż mi. Po prostu pomóż mi zrozumieć. I zapomnieć. Zapomnieć, kim byłam wcześniej. Bo ja już nie chcę taka być. Błagam, pomóż mi.
Boję się. Boję się o siebie. Boję się siebie. Obawiam się zatracenia w tym wszystkim, że już nie będę więcej sobą.

Joanna, nie otwierając oczu, przekręciła się na bok. Objęła się ramionami i podkuliła nogi. Przez chwilę wydawało się jej, że słyszy głos. Nim jednak zdążyła się nad tym zastanowić, zasnęła z modlitwą na ustach.

***

Chłopak wszedł do pomieszczenia. Dostrzegł na środku pokoju postać odzianą, w czarny długi płaszcz. Kaptur miała zarzucony na głowę. Zgarbione ramiona ją pomniejszały, ale i tak była ogromna. Stała przodem do okna. Unosiła się nad nią lampa, która świeciła bladym niebieskim światłem.
Śmierć odwróciła się w stronę przybysza, kiedy drzwi się zatrzasnęły. Wykrzywiła pozostałości ust, gdy go dostrzegła. On uśmiechnął się niebezpiecznie.
 — Uczyniłeś to, o co prosiłam? — zapytała.
Chłopak kiwnął głową.
 — Wszystko?
 — Tak, Pani — odpowiedział młodzieniec głosem Damiana.
 — Opowiadaj — powiedziała Śmierć naglącym tonem.
Damian od niechcenia oparł się o ścianę.
 — Z Emilem, tak jak się spodziewałem, poszło gładko. Bardzo łatwo było go przekonać, że Joanna go pragnie. — Zaśmiał się rozbawiony. — Tak łatwo go przechytrzyć. Wystarczy mówić mu to, co chce usłyszeć. To samo jest właśnie z Aśką. I z większością ludzi. Wierzą w to, w co chcą wierzyć. Trochę było problemów w związku z Pawłem. Emil nie chciał słuchać. Cały czas kręcił głową i powtarzał, że to jego przyjaciel i nie może tego zrobić. Sentymentalny głupek! W końcu musiałem użyć ostateczności. Wszedłem do jego głowy i zmieniłem mu wspomnienia. Teraz kretyn myśli, że Paweł wtedy w lesie zaatakował go bez powodu. Nie pamięta, że Paweł prawie umarł przez niego. Nie pamięta tego, że jego przyjaciel pożywił się wczoraj dziesięcioma osobami. Debil myśli, że Paweł nie jadł od miesiąca. Teraz wszystko już jest załatwione. Zrobi to, co mu rozkazałem. Emil udaje takiego twardego i nieustraszonego. Tak naprawdę czuje strach. Boi się, że znów powróci do poprzedniego życia jako człowiek. Zrobi wszystko, by do tego nie dopuścić. I właśnie dlatego nie rozumiem… — Spojrzał Śmierci w twarz. — …Czemu wybrałaś go na lidera? To największy kretyn, jakiego znam. On nie ma żadnego instynktu samozachowawczego.
 — O to chodzi. Jest głupim, zwykłym pionkiem. Potrzebowałam kogoś, kto nie będzie o nic wypytywał. Kogoś, kto wypełni moje polecenia bez dyskusji. Nieważne czy z lojalności, czy ze strachu. Nie musi mnie szanować. Wystarczy, że będzie się bał. — Śmierć zaczęła się obracać w stronę okna. — Jeśli to wszystko, możesz odejść — rzekła i machnęła ręką.
Chłopak nie ruszył się.
 — Coś jeszcze? — zapytała Śmierć, a w jej głosie rozbrzmiała irytacja.
 — Dalej nie rozumiem, co masz z tego, o Pani? — Podszedł bliżej Śmierci. — Pozwalasz nam, grupce nastolatków, na bezkarne zabijanie ludzi i wysysanie im dusz. Zastanawia mnie, więc po co nas stworzyłaś? No bo przecież nie było ci nas żal! Gdyby tak było, to pozwoliłabyś nam wszystkim umrzeć, a nie dawałabyś nam nowego życia. Oboje dobrze wiemy, że w ten sposób tylko przedłużasz naszą agonię. — Śmierć zwróciła się w jego stronę.
 — Nie zawsze taka byłam! — krzyknęła nagle i postąpiła krok w stronę chłopaka, który cofnął się z przestrachem. — Byłam piękna i młoda tak jak wy, przeklęci Pożeracze! Zrodziłam się w dniu, kiedy wasza Matka Ewa posiliła się jabłkiem z drzewa Poznania Dobra i Zła! Powstałam, gdy ona wraz z waszym ojcem Adamem opuściła Raj i zstąpiła Ziemię. Zostałam stworzona jako piękna kobieta, by w dniu swojego końca ludzie bez strachu opuszczali wasz świat, Pożeraczu. Narodziłam się za sprawą Boga i została zesłana w Czeluści Piekieł, by istnieć tam wraz z Lucyferem, Największym z Aniołów. — Spojrzała Damianowi w twarz.
Chłopak nie spuścił wzroku.
 — Zostałam jego kochanką. Wbrew temu, co wy, głupi ludzie, sądzicie, diabeł nie jest istotą z rogami i długim czerwonym ogonem. Uśmiech nadaje jego twarzy lekko drapieżnego wyglądu. Ma tak ciemne tęczówki, że nie odróżniają się od źrenic. Śniady mężczyzna z niebezpiecznym uśmieszkiem na ustach. Żyliśmy ze sobą przez dwa tysiące lat. — Śmierć zniżyła krzyk do szeptu, jakby ze wstydem. — Potem zdradziłam go. Zdradziłam Najpotężniejszego Upadłego Anioła z Pożeraczem. Istotą, stworzoną przeze mnie, by zbierała dusze, które po śmierci miały trafić do nieba. Na początku do tego służyliście, Przeklęci. Lucyfer zemścił się na mnie. Pozbawił mnie młodości i urody. Odtąd ludzkie istoty ze strachem odchodzą z tego świata.
 — Więc do tego jesteśmy ci potrzebni? Odzyskania młodości i urody? — zapytał chłopak, otwierając oczy szeroko ze zdumienia. — Myślałem, że chodzi o coś większego. — Śmierć warknęła.
 — Głupcze! Nie jestem ludzką płytką istotą! Dzięki wam nie odzyskam tylko wyglądu! Zdobędę dość siły, by zemścić się na Panu Piekieł! Strącę go z tronu i zajmę jego miejsce! Poniżę Lucyfera, pozbawiając go tego, czego on pozbawił mnie! Zemszczę się też na Panu Niebios! Zemszczę się na Bogu, który mnie stworzył, a gdy stwierdził, że jestem niebezpieczna, bo kuszę anioły, zesłał mnie do Piekła! Zniszczę Ziemię. Świat, który z taką czcią i nabożeństwem tworzył. Zniszczę jego dzieci! Ludzi, których kocha bardziej niż anioły! Więc pozbawię Go tego! Razem z archaniołami połączonymi w jedno, by stworzyć najdoskonalsze istoty!
 — Ale jak my mamy ci pomóc? Co mamy robić? — zapytał Damian z zainteresowaniem, zbliżając się do Śmierci.
W jego oczach błysnęła iskra szaleństwa.
 — Wystarczy to, co już czynicie. Pożywiajcie się ludzkimi duszami. Zbierajcie je w sobie. A niedługo ja przybędę i poderżnę Wam gardła. I wtedy te dusze, które w sobie zgromadzicie, wystąpią z waszych ciał, a ja je wszystkie przejmę w moje rozpadające się ciało. Kiedy będziecie puści, staniecie się zombie. A zombie, które zabiliście, powstaną z ziemi. I pozbędą się wszystkich ludzkich istot. Wtedy połączę się z aniołami. I stworzę zupełnie nowy świat.
Niepokój chwycił Damiana za serce, ale szybko go zwalczył. Mimo wszystko za późno. Śmierć już go wyczuła. Zaśmiała się. Jej śmiech brzmiał jak odgłos tłuczonego szkła. Krew zamarzła w żyłach chłopaka.
 — Myślałeś, głupcze, że pozwolę wam żyć wiecznie? Dlatego akceptuje to wszystko. Niewiele życia wam pozostało. Większość z was chciała umrzeć, gdy ofiarowywałam wam nowy byt. Już niedługo spełnię wasze życzenie.
 — To okrutne — stwierdził Damian beznamiętnie. — Dałaś im wszystkim nadzieję, że życie jednak ma sens.
 — Bóg też daje nadzieję. A potem odbiera ją. Pozwala wierzyć ciężko chorym, że uda im się pokonać chorobę. Następnie oddaje ich mi. Bóg nie jest wcale lepszy od Lucyfera. Kiedy zesłał mnie do piekła, zrozumiałam, że On wcale nie jest miłością. Nigdy więcej nie przekroczyłam progu niebios. — Damian podszedł do Śmierci i ukląkł przed nią.
 — Ja, twój sługa, zrobię wszystko, by twój plan się powiódł, o pani — powiedział, bez strachu patrząc w jej puste oczodoły.
Nie powiedziała tego, ale on dobrze wiedział, że nie zabije go, jeśli on pomoże jej wykonać plan.
 — Nie wątpię. Nie masz wyjścia. W przeciwnym razie zginiesz razem z innymi Pożeraczami — odparła Kostucha i ze śmiechem zniknęła.
Chłopak wstał z kolan.
 — To mój czas. Zrobię wszystko, by zdobyć władzę — pomyślał, po czym wziął rozbieg i wyskoczył przez otwarte okno. Kiedy wylądował na stopach, rzucił się biegiem w stronę samochodu.

***

Gwar nasilił się. Joanna otworzyła oczy i zamrugała kilka razy. Z zainteresowaniem zczołgała się z łóżka. Podeszła i wyjrzała przez okno. Na środku podwórka, tworząc koło, stali Pożeracze.
Dziewczyna otworzyła usta zaskoczona. Było ich więcej niż czterdziestu. Aśka obróciła się na pięcie i, nie zawracając sobie głowy tym, że dopiero wstała z łóżka, wybiegła z pokoju. Przeskakując co dwa stopnie, zbiegła ze schodów.
Kiedy wypadła na dwór, rozejrzała się spanikowana. W końcu go znalazła. Rzuciła się w jego stronę.
 — Co się dzieje? — zapytała, przeciskając się przez tłum i podchodząc do Damiana.
 — Egzekucja. — Nastolatka zmarszczyła brwi i spojrzała pytającym wzrokiem na chłopaka.
 — Egzekucja? — zapytała, nic nie rozumiejąc. — Czyja?
 — Sama zobacz — odparł Damian.
W jego głosie pobrzmiewało zirytowanie. Joanna powędrowała za wzrokiem tłumu.
Na środku podwórka stał Emil. W prawej ręce trzymał pistolet. Przed nim ktoś klęczał. Asia przepchnęła się na początek zebranych, by lepiej widzieć. Jęknęła, gdy dostrzegła, kto to klęczał przed blondynem.
Ręce Pawła zostały związane za plecami, ale głowę miał uniesioną dumnie. Patrzył oprawcy prosto w oczy. Po jego twarzy i nagim torsie spływała strużka krwi z rozciętej brwi i złamanego nosa.
Dziewczyna chciała ruszyć w jego stronę, ale poczuła, jak palce prawej dłoni Damiana zaciskają się na jej ramieniu. Spojrzała na niego zirytowana. Chłopak patrzył przed siebie, nie zwracając uwagi na próby wyrwania się dziewczyny.
Joanna zamarła, gdy Emil odwrócił się i rozejrzał po twarzach zgromadzonych. Po chwili przemówił:
 — W dzisiejszym dniu zostanie wykonana egzekucja na Pawle Knycu! — zakrzyknął, po czym obrócił się z powrotem w stronę przyjaciela.
Patrzył na niego, ale kolejne słowa, które wypowiedział, skierowane były też do tłumu.
 — Zostałeś skazany na karę śmierci za złamanie dwóch podstawowych reguł! Po pierwsze zaatakowałeś lidera wybranego przez samą Śmierć bez powodu… — Joanna otworzyła usta, by zaprotestować, kiedy odezwał się Damian:
 — Zamknij się — warknął.
Urażona dziewczyna spojrzała na niego ze złością. Co on sobie wyobraża?!, pomyślała. Otworzyła usta, by rzucić jakąś ripostę, ale kolejne słowa Emila sprawiły, że krew zamarzła jej w żyłach.
 — …Po drugie i najważniejsze nie żywiłeś się przez ponad miesiąc! — Przez tłum przeszedł pomruk zaskoczenia.
Wcześniejsze niespokojne szepty nasiliły się.
 — Nie! Przecież jadł wczoraj! On… — wrzasnęła Joanna, ale jej dalsze słowa zostały stłumione, gdy Damian zatkał jej usta dłonią.
Emil nawet nie spojrzał w tamtą stronę, ale Paweł tak, odrywając tym samym wzrok od przyjaciela. W jego oczach błysnął ból. Miał nadzieję, że Joanna nie będzie musiała tego oglądać, ale się przeliczył. Zerknął na oprawcę, gdy Emil przystawił broń do jego skroni.
 — Nie! — Joanna rzuciła się w tamtą stronę.
Damian złapał ją za ramiona. Pistolet wystrzelił.
 — Nie, nie, nie, nie, nie! — Spróbowała wyrwać się chłopakowi, ale trzymał ją mocno.
 — Zostaw! — rzucił ostro Damian. — Złamał zasady, jakie ustaliła Śmierć. Musiał zginąć. — Joanna schowała twarz w dłonie i ze szlochem opadła na kolana.
Tym razem Damian pozwolił jej na to.
 — Co tu się sta… — Karolina, która dopiero teraz dołączyła do zbiegowiska, urwała w pół słowa.
Wydała z siebie nieludzki krzyk, gdy zobaczyła zakrwawione ciało Pawła leżące u stóp Emila. Zanim ktokolwiek zdążył zareagować, z okrzykiem wściekłości rzuciła się w stronę oprawcy jej przyjaciela, gdy dostrzegła, że ten uśmiecha się.
Chłopak wycelował i nacisnął spust. Okrzyk nienawiści przeszedł w jęk bólu, gdy kula przeszła na wylot przez jej ramię. Chwyciła za nie dłonią i opadła na kolana. Emil powolnym krokiem podszedł do dziewczyny, która patrzyła na niego z nienawiścią.
 — Następnym razem wyceluję w serce — warknął.
Obrócił się w stronę tłumu.
 — Docierają do mnie różne opinie na mój temat. Dobrze wiem, co o mnie sądzicie. Nie jestem ślepy. — Damian prychnął rozbawiony. — Większość z was sądzi, że nie powinienem być liderem. Jednakże to MNIE wybrała Śmierć! To… — Wskazał dłonią najpierw ciało Pawła, a potem na Karolinę. — …ostrzeżenie! Dla wszystkich! Oni oboje chcieli mnie zaatakować. Jednemu z nich się udało. I co mu to przyniosło? Leży tutaj. Pod moimi stopami. — Emil prawą nogą dotknął głowy martwego przyjaciela i obrócił ją bokiem. — I na co ci to było, przyjacielu? — zapytał retorycznie.
Znów rozejrzał się po twarzach zgromadzonych. Wyczytał z nich różne uczucia. Od nienawiści, po strach, aż do szacunku i zafascynowania.
 — Nie będę tego więcej powtarzać, więc słuchajcie. Od dzisiaj każdy, kto chociaż spróbuje mnie zaatakować, zginie, ale najpierw pozna mój gniew! — Odwrócił się i ruszył przez tłum, który rozstępował się, robiąc mu przejście. — Zakopcie go — rzucił jeszcze od niechcenia przez ramię i skierował swoje kroki w stronę domu.
Wszyscy patrzyli za nim, aż zniknął im z pola widzenia. Nikt z nich się nie odezwał, gdy z tłumu wystąpiła dziewczyna, i podeszła do ciała Pawła. Delikatnym ruchem zamknęła mu powieki.
Karolina wstała z kolan i, wciąż trzymając się za ramię, zbliżyła się do przyjaciela, po czym opadła obok niego. Z jej piersi wydobył się nieludzki krzyk. Joanna też się podniosła i ruszyła w tamtą stronę. Damian znów spróbował ją zatrzymać, ale tym razem była szybsza. Przemknęła mu pod ramieniem i podeszła do Karoliny. Pochyliła się nad jej uchem i, nie powstrzymując łez, szepnęła:
 — Nie przywrócisz mu życia. Chodź. Musimy iść do Magdy, żeby opatrzyła twoją ranę.
 — Ale co z… — czknęła Karolina, gdy szloch przejął kontrolę nad jej ciałem.
 — Ktoś zabierze jego ciało do gabinetu. Zajmą się nim — odszepnęła Joanna i objęła ją.
Pomogła roztrzęsionej dziewczynie wstać i chociaż jej serce przed chwilą pękło na pół, ruszyła z nią w stronę domu, gdzie śmierć czyha na każdym kroku.

Z nieba lunął deszcz.




Zgadnijcie, kto znowu betował? Tak, to moja narzeczona Cesik! Dziękujemy <3 

środa, 8 maja 2013

Rozdział IX "Pobicie"


Była niedziela, dziewiąta rano. Joanna zeszła na dół i weszła do kuchni. Pomieszczenie wypełnione było Pożeraczami. Z każdą kolejną sekundą harmider narastał. Ludzie siedzieli dosłownie wszędzie. Na krzesłach, taboretach, blatach, podłodze, a nawet na zmywarce. Przekomarzali się, śmiali i rozmawiali.
Kiedy nastolatka weszła do środka, została powitana przez gromkie „cześć”. Uśmiechnęła się mimowolnie.
 — Asia… — Obróciła się gwałtownie na dźwięk znajomego głosu.
Zmierzyła postać wzrokiem od stóp do głów. Bez słowa ruszyła w stronę zastawionego stołu. Damian złapał ją za ramię. Spojrzała na niego z naganą.
 — Nie dotykaj mnie — wysyczała i spróbowała wyszarpnąć rękę.
Na próżno jednak. Chłopak trzymał ją naprawdę mocno.
 — Będziesz mnie teraz ignorować? — zapytał, nie zwracając najmniejszej uwagi na próby dziewczyny. — Myślałem, że rozumiesz, dlaczego ci wczoraj odmówiłem. — Jego głos przepełniony był błaganiem.
 — Rozumem. Oczywiście, że tak — warknęła. — A. Teraz. Mnie. Puść — wycedziła przez zaciśnięte zęby.
Pisnęła cicho, gdy chłopak przyciągnął ją do siebie. Teraz ich twarze dzieliły centymetry. Joanna patrzyła mu prosto w oczy. Jej własne pełne były zirytowania i nagany.
Wtem ktoś złapał ją za drugie ramię. Oboje automatycznie spojrzeli kto to.
 — Mówiła, żebyś ją zostawił — warknął Emil i pociągnął dziewczynę w swoją stronę.
O mało nie straciła równowagi, ale blondyn mocno ją trzymał. Joanna poczuła się jak kawałek mięsa, o który kłócą się dwa wilki. Każdy chłopak ciągnął ją w swoją stronę. Spojrzała na ich twarze. Malowała się na nich wściekłość i gotowość do walki.
 — Puśćcie mnie. Obaj. Natychmiast — powiedziała zirytowana.
Jednak żaden z nich nie chciał. Ich jedyną reakcją było zwiększenie nacisku na jej ciało. Joanna czuła, że wszyscy na nią patrzą. Oblała się rumieńcem. Na jej skórze zaczęły już tworzyć się siniaki. Złość ją zalała.
 — Puśćcie mnie! — krzyknęła.
Wyrwała się. Postąpiła kilka kroków do tyłu. Chłopcy spojrzeli na nią zdumieni.
 — Nie. Dotykajcie. Mnie. Żaden. — Emil otworzył usta, by coś powiedzieć, i postąpił krok naprzód.
Nastolatka instynktownie cofnęła się.
 — Nie wolno wam mnie dotykać, rozumiecie?! Mam już tego dość!
W kuchni zapadła krępująca cisza. Joanna obróciła się na pięcie, by odejść, i wpadła na Pawła. Chłopak automatycznie ją objął. Nastolatka wrzasnęła z irytacji. Zaskoczony brunet puścił ją.
 — Zostawcie mnie do cholery! — Wyminęła zdezorientowanego Pawła i wybiegła z pomieszczenia.
Trzasnęły wejściowe drzwi.

***

Joanna biegła ile sił w nogach. Wpadła do lasu. Gałęzie boleśnie raniły ciało okryte jedynie bluzką na ramiączkach i krótkimi spodenkami. Kretyni. Debile. Porywacze, pomyślała. Ja chcę do domu. Chcę do mamy! Łzy stanęły jej w oczach.
Zatrzymała się. Spojrzała w górę. Korony drzew były tak gęste, że promiennie słoneczne nie mogły się przedostać. Panowała upiorna cisza przerywana tylko od czasu do czasu szumem liści. Nawet ptaki nie śpiewały.
Nastolatka potarła dłońmi obolałe ramiona. Wściekłość na chłopaków powoli opuszczała ciało.
Drgnęła, gdy usłyszała za sobą szmer. Obejrzała się i zmarszczyła brwi, gdy niczego nie dostrzegła. Sekundę później trzasnęła gałązka. Przestraszona nastolatka ruszyła do przodu, by wydostać się z niepokojącej sytuacji.
Krzyknęła przerażona, gdy coś wpadło na nią z impetem i przygwoździło do ziemi. W powietrzu rozległ się śmiech Emila. Joanna zepchnęła z siebie chłopaka i wstała. Spojrzała na niego z niedowierzaniem.
 — Odbiło ci?! Mało narozrabiałeś?!
Chłopak zaśmiał się tylko i ruszył w jej stronę. Dziewczyna rozchyliła odruchowo wargi , gdy chłopak pocałował ją.
Ten jedyny raz pozwoliła na to. Odwzajemniła pocałunek. Czuła się samotna. Była daleko od domu. Nawet nie wiedziała, gdzie dokładnie. I chciała do mamy. Chciała do mamy, taty i siostry. Do rodziny. Jednak wiedziała, że być może nigdy do nich nie wróci. Damian ją odrzucił i tylko blondyn mógł dać jej odrobinę ciepła.
Sapnęła, gdy poczuła pod swoimi plecami korę. Ich oddechy mieszały się ze sobą. Dziewczyna uniosła ręce i zarzuciła je na szyję chłopaka, bo tak było wygodniej. Emil wsunął koniec języka w jej usta. Rękami błądził po ciele. Przygwoździł ją sobą do drzewa i wpił się boleśnie w jej wargi. Dziewczyna odrzuciła głowę w bok, chcąc nabrać świeżego powietrza. Chłopak przeniósł usta na jej szyję. Kolanem rozłożył jej nogi.
Sapnęła zaskoczona i otworzyła oczy.
 — Nie. Nie mogę. Nie chcę — pomyślała.
 — Puść mnie — powiedziała, gdy Emil zaczął błądzić dłońmi po jej brzuchu i niebezpiecznie szybko kierował się w stronę piersi. — Mówię poważnie. To mnie boli.
 — Boli? Przecież ci się podoba — odparł aroganckim tonem, nie przestając jej obmacywać.
Joanna spróbowała się wyrwać, ale chłopak przygniótł ją swoim ciałem z całej siły. Łzy popłynęły po jej policzkach.
 — Proszę, zostaw mnie. Nie chcę! — pisnęła, gdy dłoń chłopaka powędrowała w stronę jej spodenek.
 — Nie drocz się ze mną — warknął Emil. — Wszystkie tak mówicie, a potem się wam podoba. Zobaczysz, będzie bardzo przyjemnie — wyszeptał dziewczynie na ucho lubieżnym tonem.
Jej ciałem wstrząsnął dreszcz obrzydzenia.
 — Widzisz? Już nie możesz się doczekać. — Chłopak wziął jej reakcję za podniecenie.
Joanna po raz kolejny spróbowała się wyrwać. Stanęła mu na nogę z całej siły. Jęknęła, gdy dostała w twarz. Czuła, jak policzek parzy ją od uderzenia.
 — Lubisz na ostro, malutka? — wysyczał wściekły. — Miałem rację. Wszystkie jesteście takie same. Najpierw kusicie, pokazujecie się nago, muskacie to niby przypadkiem, a potem rozpaczacie, gdy już jakiś chłopak zechce spełnić waszą zachciankę. — Joanna otworzyła szeroko oczy.
 — Myślisz, że to w hotelu… Że ja… Zrobiłam to specjalnie? — wykrztusiła trzęsącym się z emocji głosem.
Chłopak nie odpowiedział. Usta przeniósł na jej piersi, prawą ręką próbując rozpiąć spodnie. Joanna krzyknęła ile sił w płucach.
 — Pomocy! Niech mi ktoś pomoże! Ratunku!
Opadła na kolana i schowała twarz w dłoniach, gdy ktoś odsunął od niej Emila.
Po sekundzie podniosła wzrok. Mniej więcej pół metra od siebie stali Emil i Paweł. Dziewczyna skoczyła w ich stronę, by rozdzielić, kiedy blondyn rzucił się na Pawła. Chłopak jakby jej nie zauważył.
Kiedy Paweł dostał z pięści w nos, Joanna ruszyła w stronę domu. Biegła tak szybko, na ile pozwalało jej roztrzęsione ciało. Po kilku minutach wpadła przez frontowe drzwi do środka. Damian podniósł się gwałtownie z fotela.
 — Co ci jest? — zapytał przerażony, patrząc na nią z troską.
Dopiero wtedy nastolatka zauważyła, że Emil rozciął jej wargę, gdy uderzył w twarz.
 — Tam… w lesie… Paweł i Emil… biją się… — wysapała, z trudem łapiąc powietrze.
Panika ogarnęła całe ciało. Damian złapał ją za ramiona, gdy poleciała do przodu.
 — Gdzie? — zapytał.
Jego głos był poważny i opanowany.
 — W głębi lasu. Tam… — wykrztusiła.
Machnęła jeszcze ręką w nieokreślonym kierunku, zanim ciemność pochłonęła ją całkowicie.

***

Joanna podniosła się gwałtownie do pozycji siedzącej. Rozejrzała się zdezorientowana. Zamrugała szybko. Po kilkunastu sekundach jej wzrok odzyskał ostrość. Jęknęła cicho, gdy przebłyski wcześniejszych wydarzeń przedostały się do umysłu.
Poranna sprzeczka z chłopakami. Wściekłe, mocne uderzenia stóp o ziemię, gdy biegła, tłumiąc w sobie ochotę, by kogoś zabić. Emil, jego niecierpliwe dłonie błądzące po jej ciele.
 — Cholera — pomyślała i potrząsnęła gwałtownie głową, jakby to miało sprawić, że pozbędzie się odrażających wspomnień. Wstała powoli i syknęła z bólu. Czuła doskonale obtarte plecy od ocierania nimi o korę, do której przygwoździł ją Emil. Policzek w, który dostała, palił, a rozcięta warga piekła.
Kiedy zrobiła pierwszy krok, odezwał się Damian.
 — Wybierasz się dokądś? — W jego głosie pobrzmiewała nuta troski.
Dziewczyna odwróciła się w stronę, z której dobiegał dźwięk. Chłopak wyłonił się z półcienia. Zacisnął zęby z całej siły. Na jego twarzy znajdowało się mnóstwo zadrapań. Lewe oko było spuchnięte, a pod prawym zrobiło się ogromne limo.
Mocniej zacisnął szczęki, gdy nastolatka dotknęła opuszkami palców jego opuchniętego oka. Cofnęła rękę.
 — Przepraszam — szepnęła.
Spojrzał na nią uważnie.
 — No więc? Gdzie chciałaś iść? — Jego twarz rozjaśnił uśmiech, chociaż oczy pozostały poważne.
 — Do łazienki. Muszę się umyć. Jak najszybciej. Wciąż czuję na sobie jego ręce i zapach.
Podniosła wzrok i cofnęła się z przestrachem. Mrok spowił twarz chłopaka, nadając mu przerażającego wyglądu. Oczy pociemniały. Wtem krzyknęła i odskoczyła do tyłu, gdy chłopak krzyknął.
 — Zabiję go! — Jego głos był donośny, przepełniony nienawiścią. — Zamorduję jak psa! — Dziewczyna powoli ruszyła w jego stronę.
Uspokajającym gestem położyła mu dłoń na szerokiej piersi. Damian odetchnął i odprężył się pod jej dotykiem.
 — Już dobrze. Nic mi się nie stało. Nie zdążył zrobić mi krzywdy. — Drgnęła, gdy chłopak dotknął jej twarzy.
 — Nic? — zakpił. — Widziałem twoje plecy. Masz rozciętą wargę i spuchnięty policzek. Uderzył cię w twarz. — Ledwie powstrzymywał wściekłość.
 — Nic mi nie będzie. Paweł… — urwała w połowie, gdy kolejne wspomnienie uderzyło w nią z całej siły. — Co z nim? Czy nic mu nie jest? — Panika ogarnęła ją całą.
 — Cholera. Co z nim? Kurwa..
Chwyciła za swoje gardło. Nie mogła oddychać. Damian złapał ją za ramiona i spojrzał prosto w twarz.
 — Oddychaj. Spokojnie i miarowo. Wdech, a potem wydech — mówił powoli i spokojnie jak do dziecka.
Jednocześnie pokazywał jej, co ma robić. Po kilku sekundach oddech dziewczyny się uspokoił. Klatka piersiowa unosiła się w równym rytmie.
 — Właśnie tak — powiedział, a uśmiech rozjaśnił mu twarz.
Tym razem dosięgnął oczu. Joanna spojrzała na niego. Jej wzrok domagał się odpowiedzi na pytanie, które zadała. Chłopak westchnął.
 — Pobiegłem w stronę lasu, gdy tylko położyłem cię do łóżka. Kiedy ich znalazłem, podbiegłem do nich. W ostatniej chwili odciągnąłem Emila. Dostałem od niego w twarz. Odepchnąłem go. Już miał się na mnie rzucić, ale dotarli inni. Odciągnęli wyrywającego się chłopaka na bok. Po chwili zniknęli pośród drzew. Jeszcze przez kilka minut słyszałem wykrzykiwane przez niego przekleństwa i groźby. Pochyliłem się nad Pawłem. Nie byłem pewny, czy to on. Jego twarz pokrywała krew. Tworzyła wokół ciała kałużę. Wziąłem go na ręce i przyniosłem tutaj. Krople krwi znaczyły za nami ścieżkę. Stracił jej naprawdę dużo… — urwał, gdy dziewczyna ze szlochem opadła na kolana.
Schowała twarz w dłoniach. To moja wina. Tylko ta myśl wypełniała jej umysł.
Chłopak chciał ją podnieść, ale odepchnęła go.
 — Miał kilka złamań… — kontynuował. — Obrażenia wewnętrzne i uszkodzony kręg szyjny. Pękła mu śledziona. Potrzeba było więcej niż jedną ludzką duszę, by go uleczyć.
 — Ile? I jak zabiliście tych ludzi? — zapytała ostro.
Chłopak odwrócił wzrok, gdy dostrzegł w jej oczach obrzydzenie.
 — Pytałam cię o coś! Jak zabiliście tych ludzi? — Zerwała się na równe nogi.
Jej głos został zwielokrotniony przez płonący w niej ogień. Chłopak spojrzał na nią zdumiony.
 — Nie zabiliśmy ich ciał. To nie było potrzebne — rzekł i zmarszczył brwi. — To by nie podziałało. Paweł musiał pożywić się ich duszą, gdy byli żywi. — Przerażona nastolatka cofnęła się o krok, gdy dotarło do niej, o czym mówił Damian.
 — Pozbawił ich duszy, gdy byli żywi?! — Jej krzyk brzmiał histerycznie.
 — Czy ktoś ci o tym powiedział? Nikt ci nie wytłumaczył, że taka dusza ma szybsze i lepsze działanie? Czym grozi takie wyssanie duszy? — zapytał z niedowierzaniem.
Pokręciła głową.
 — Czy wiesz przynajmniej, że Pożeracz może stać się zombie? — Nie była w stanie nic wykrztusić, więc pokiwała tylko głową. — Kiedy wysysamy żywym ludziom duszę, wtedy stają się zombie. Bez duszy ich ciało jest tylko rozpadającą się skorupą. Ma tylko jedno pragnienie. Żywić się ludzkim ciałem. Zombie nie pamiętają, kim byli wcześniej.
 — Ile ludzi? — wykrztusiła, gdy strach chwycił ją za serce.
 — Dziesięć osób. Tyle musiał unicestwić Paweł, by móc żyć…

***

 — Cześć. — Emil przycisnął Joannę do ściany.
Była piętnasta. Dziewczyna właśnie wyszła spod prysznica, który brała siódmy raz dzisiaj. Jednak wciąż nie mogła pozbyć się uczucia rąk blondyna na ciele. Wciąż czuła na sobie jego zapach.
 — Nie dotykaj mnie — wycedziła, z pogardą patrząc w oczy oprawcy.
Nawet nie próbowała się wyrwać. Nie miała szans z jego silnym umięśnionym ciałem napędzanym dodatkowo przez testosteron.
 — Nie zrobię ci krzywdy — odparł arogancko.
Przybliżył swoje usta do jej ucha. Obrócił się gwałtownie, gdy poczuł na ramieniu czyjąś dłoń. Upadł z jękiem na podłogę, gdy dostał z pięści w twarz.
 — Powiedziała, żebyś ją zostawił! — Głos Damiana przepełniony był nienawiścią.
Dziewczyna odetchnęła z ulgą i wyminęła trzymającego się za nos Emila.
 — Dzię… — Rzuciła się w stronę przyjaciela, gdy ten kopnął blondyna prosto w brzuch.
Przestraszona złapała go za ramię i spróbowała odciągnąć.
 — Zostaw go. Będziesz miał tylko problemy, gdy Śmierć się dowie, że skatowałeś jej najważniejszego pionka. — Chłopak jakby jej nie zauważył.
Kopał blondyna na oślep. Odsunął się dopiero, gdy Emil stracił przytomność. Joanna pochyliła się nad blondynem. Delikatnie obmacała jego ciało. Odetchnęła z ulgą.
 — Chyba nic mu nie złamałeś.
 — Dlaczego to robisz? — zapytał Damian.
Dziewczyna zamrugała szybko zaskoczona.
 — Ale co robię? — zapytała, nic nie rozumiejąc.
 — Dlaczego jesteś taka miła? Dla faceta, który cię uderzył i chciał zgwałcić!? Powinnaś pozwolić mi go zakatować!
 — Ja po prostu nie wybaczyłabym sobie, gdybyś przeze mnie kogoś zabił. Nawet jeśli to ktoś pokroju Emila. Nikt nie zasługuje na śmierć. Nieważne, co zrobił. Wystarczy, że musimy zabijać zupełnie niewinnych ludzi, by przetrwać. — powiedziała, a Marta w jej umyśle zachichotała złośliwie. Aśka pisnęła zaskoczona, gdy Damian wziął ją w objęcia.
Chłopak zanurzył twarz w jej włosach. Wciągnął jej zapach.
 — Uwielbiam cię. — Jego głos został stłumiony.
 — Mógłbyś mnie puścić? Nie mogę oddychać — powiedziała ze śmiechem, gdy chłopak mocniej ją ścisnął.
 — Nie mogę — odparł z szerokim uśmiechem na ustach.
 — Ale musisz. Chyba nie chcesz mnie udusić? — zapytała, wciąż się śmiejąc.
Damian złożył na jej ustach delikatny pocałunek. Joanna zaskoczona nie zareagowała.
Chłopak oderwał się od niej, gdy nie odwzajemniła pocałunku.
 — Przepraszam — powiedział.
Asia nie odezwała się, wciąż sparaliżowana. Damian pochylił się nad Emilem i gwałtownie podniósł jego bezwładne ciało. Jego twarz zdradzała skrajne obrzydzenie. Skręcił w prawo.
Joanna zmarszczyła brwi.
 — Gdzie ty idziesz? Jego pokój jest w przeciwną stronę — zapytała zdezorientowana.
 — Przecież go tam nie zaniosę. Idę do gabinetu lekarskiego. Musi go obejrzeć lekarz. Myślisz, że skąd wiedzieliśmy o wszystkich obrażeniach Pawła? Przecież nie zgadywaliśmy.
Dziewczyna otworzyła szeroko oczy zaskoczona.
 — Mamy gabinet lekarski?
 — Serio? Zostałaś wskrzeszona, możesz stać się zombie i jesteś zdziwiona tym, że mamy gabinet lekarski? — zapytał chłopak z szerokim uśmiechem.
Joanna roześmiała się serdecznie. Natychmiast spoważniała, gdy coś do niej dotarło.
 — A czy nie ma tam Pawła?
 — Jest.
 — Uważasz to za dobry pomysł?
 — Nie martw się. Będę ich pilnować — odparł Damian.
 — No to mnie pocieszyłeś — powiedziała z przekąsem.
 — Naprawdę nic się nie stanie. Będę grzeczny — pocieszył ją i ruszył w stronę gabinetu.
Joanna patrzyła za nim, aż zniknął jej z oczu. Mimo zapewnień Damiana, jej serce wciąż przepełniał niepokój.

***

Karolina i Paweł rozmawiali przyciszonymi głosami. Chłopak po pożywieniu się duszami od razu wrócił do zdrowia. Karolina wraz z Damianem poderżnęli gardła ciałom, by nie zdążyły zmienić się w zombie.
Para uniosła głowy, gdy ktoś kopniakiem otworzył drzwi. Do środka wszedł Damian z Emilem na rękach. Karolina podniosła się gwałtownie.
 — Co jest? — zapytała.
Chłopak zignorował ją. Podszedł do jednego z wolnych łóżek i brutalnie rzucił na nie ciało blondyna.
 — Magda!
Z zaplecza wyszła kobieta. Była to blondynka, którą Joanna spotkała na korytarzu. Kiedy dostrzegła Emila, jęknęła.
 — Kolejny? — Spojrzała Damianowi prosto w oczy. — Co mu się stało?
 — Taki mały wypadek — odparł oschle.
Kobieta zmierzyła go uważnym spojrzeniem, po czym pochyliła się nad blondynem. Delikatnym, wprawnym ruchem podniosła mu koszulkę. Karolina syknęła odruchowo, gdy dostrzegła ogromne siniaki na jego brzuchu.
 — Ty mu to zrobiłeś? — zapytała, nie podnosząc wzroku.
Delikatnie badała nieprzytomne ciało. Damian wzruszył ramionami.
 — Należało mu się — odparł.
Kobieta nie skomentowała odpowiedzi.
 — Jak się czuje Asia? — zapytał Paweł.
Damian rzucił w jego stronę pogardliwe spojrzenie.
 — A jak myślisz? Jak może się czuć? Ten bydlak chciał ją zgwałcić.
 — Była, gdy… — zaczął chłopak. — Kiedy zajmowałeś się Emilem? — zapytał z niepokojem.
 — Była. Właśnie szedłem do jej pokoju, kiedy dostrzegłem go na korytarzu. — Wskazał głową blondyna. — Stał przodem do ściany. Myślałem, że jest sam, ale gdy podszedłem, bliżej dostrzegłem, że znów dobiera się do Aśki. No i ten. Nie wytrzymałem. Walnąłem go w nos, a potem skopałem. Gdyby Asi tam nie było, zabiłbym go tak, jak on chciał zabić ciebie. — Paweł poderwał się gwałtownie z łóżka i skoczył w stronę Damiana.
 — Pozwoliłeś, by na to patrzyła?! — krzyknął. — Dobrze, wiesz jaka jest wrażliwa!
 — Jest silniejsza niż którykolwiek z nas — odparł spokojnie Damian. — I lepsza niż my. Pomimo tego, co chciał zrobić ten bydlak, broniła go. Jeszcze sprawdzała, czy nic mu nie połamałem — prychnął. — Ale podziękowała mi za obronę. Bardzo mi podziękowała… — Chłopak złapał w locie pięść Pawła.
Zaśmiał się.
 — Zazdrosny, Knyc? — zapytał.
Jęknął, gdy brunet walnął go w brzuch.
 — Stop! — warknęła Magda. — Nie chcę tutaj żadnych bójek. Już dość na dzisiaj. — Zwróciła się w stronę Karoliny. — Potrzebuję jednego człowieka. — Dziewczyna chciała zaprotestować, ale ostre spojrzenie kobiety skutecznie ją odciągnęło od tego pomysłu.
Rzuciła tylko w stronę Pawła przepraszające spojrzenie i wybiegła z pomieszczenia.
 — Wy też możecie już iść — rzuciła Magda w stronę chłopaków.
Damian z jękiem wyprostował się. Spojrzał na Pawła z pogardą, po czym wyszedł. Paweł zerknął na nieprzytomne ciało Emila, po czym odwrócił się na pięcie i opuścił pomieszczenie.

W gabinecie tykał zegar.





Betowanie: Ces :3